wtorek, 27 maja 2014

Seven.

                                          2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ

KELSEY

Minęło całe moje piekło, przez które przechodziłam. Nigdy tego nie zapomnę, bo jest to coś co zostawi ślad na twojej psychice na zawsze, ale dzięki pomocy przyjaciół i ... Justina, dałam radę. Jestem teraz stanowczo silniejszą osobą niż byłam dotychczas. Życie nauczyło mnie i pokazało wiele przez te 17 lat, ale przygoda z uprowadzeniem uświadomiła mi, że niektóre dziewczyny kończą jeszcze gorzej niż ja. I dziękuje Bogu za to, że Justinowi udało się sprawić abym zapomniała po części o koszmarze, który no właściwie sam mi zrobił.W dodatku miałam szlaban+ jeszcze nie umiałam wytłumaczyć rodzicom gdzie byłam. Jednak to co było już nie wróci i żyje teraźniejszością, która tak naprawdę jest całkiem dobra. Wybaczyłam Justinowi ze względu na to, że przez te 2 miesiące poznałam go tak strasznie bardzo i uświadomiłam sobie jak dobrym jest człowiekiem. Inni ludzie oceniają go po pozorach, po tym jak wygląda, jakie ma spojrzenie, jak zazwyczaj się zachowuje. Ale wiecie co ? Poznałam tego chłopaka, wierzcie lub nie, ale potrafi być niesamowicie kochany, zabawny, uroczy. Był przy mnie kiedy równie dobrze mógł powiedzieć : ,, Radź sobie sama, to nie moja sprawa". I tak naprawdę to polubiłam jego towarzystwo, polubiłam jego szybką jazdę, polubiłam jego oczy, polubiłam jego uśmiech, kurde polubiłam go całego. Nawet gdy przyjeżdżał po mnie do szkoły, to widziałam jak ludzie szeptali coś sobie na ucho patrząc w naszą stronę. Chłopaki patrzyli dziwnimi spojrzeniami, a dziewczyny to już w ogóle. Starałam się to ignorować, ale coraz bardziej irytowały mnie ciekawskie spojrzenia. Kiedyś nawet nie wytrzymałam i wybuchnęłam krzycząc na cały głos : ,, Do cholery nie macie ciekawszych zajęć?!". Wszyscy patrzyli wtedy na mnie jak na wariatkę, a Justin później śmiał się ze mnie cały dzień. Koleżanki z klasy " ostrzegały mnie" przed nim, ale nie chciało mi się tego słuchać. Nie rozumiem jak można oceniać człowieka kompletnie go nie znając? Takim typem są właśnie one. Nie zamieniły z nim ani jednego zdania, a z góry twierdzą, że to kryminalista i przestępca. Naprawdę? to niedorzeczne. Justin to miły chłopak jak każdy chodzący do naszego liceum, ale oczywiście trzeba ludzi oceniać po pozorach.
Dzisiaj zabrał mnie nawet na nie-randkę, która była całkiem fajna. Ale zacznijmy od samego rana.


Mama jak zwykle biła mnie poduszką i ciągnęła za nogę abym wstała wreszcie z łóżka. Środek tygodnia jest męczący, a ona jeszcze bardziej mnie dobijała.

- Kelsey wstawaj, bo zaraz pójde po szklankę wody i wyleje ci ją na głowe, przysięgam- powiedziała stanowczym głosem na co ja tylko mruknęłam.

Nie żartowała. A ja nie wstałam. Poszła do łazienki, a ja słysząc lejącą się wode od razu zerwałam się na równe nogi.

- Wstałam już ! - krzyknęłam na tyle głośno, żeby usłyszała.

Ubrałam się, pomalowałam i te inne czynności no  i spakowałam do szkoły. Leniwie zeszłam po schodach i usiadłam przy stole. Zabrałam się za jedzenie płatków z mlekiem, ale nawet nie byłam głodna. Pisałam do późna esemesy z Justinem i tym sposobem w ogóle się nie wyspałam. Gdyby mama nie popstrykała mi palcami przed nosem to zasnęłabym z głową w misce płatków.

- Wyglądasz dzisiaj okropnie- powiedziała mama patrząc na mnie i zaśmiała się pod nosem.

- Dzięki mamo, zawsze można liczyć na twoją szczerość- sarkastycznie się uśmiechnęłam.

- Podwieźć cię do szkoły ? Po drodze mam do pracy.

- A wiesz, umówiłam się z Miley także podziękuje, ale miło że spytałaś- dałam jej buziaka w policzek, wzięłam swoją torbę i udałam się do drzwi- paa ! - krzyknęłam i wyszłam z domu.

                                                              ****

- Ej Kelsey- dziewczyna szturchnęła mnie w ramie- Kelsey!

- Cooo ? - mruknęłam cicho z zamkniętymi oczami.

- Boże, jesteś dziś okropna.

- Ej no-udałam urażoną- mama też mi to dzisiaj powiedziała.

- Bo taka jesteś- zaśmiała się Miley.

Siedziałyśmy przed szkołą na trawniku i wygrzewałyśmy dupy. Przerwa- to co kocham. Słonce grzało i było chyba z 25 stopni. Nagle ktoś zasłonił mi słońce stając przede mną. Odruchowo podniosłam głowę i zobaczyłam dziewczyny z klasy, które usiadły obok nas.

- Siema- przywitałyśmy się wszystkie.

- Co tam ? – spytała Carly.

- Jakoś leci powoli, a tam ?

- Spokojnie – uśmiechnęła się co ja odwzajemniłam.

- Później matma ? – zagadnęłam

- Tak- powiedziała patrząc na mnie- Kelsey ? Możemy cię o coś zapytać?

- Emmm tak jasne.

- Co łączy cię z tym typem Bieberem ? – spytała Sam.

- Nie chcę być niemiła, ale to chyba nie wasza sprawa.

- Nie bój się, spokojnie. Moja siostra Melanie z nim była, wiesz ?

- Tak? A co ja mam do tego ? My się tylko przyjaźnimy.

- Kelsey uważaj na niego po prostu okej? Jesteś fajną dziewczyną, a szkoda by było gdyby wciągnął cię w to wszystko.


- W to wszystko ? Co masz na myśli- zmarszczyłam brwi.

- Wyścigi, narkotyki, imprezy, wagary, nie rozumiesz ? On jest dupkiem, który zabawia się małolatami. Moją siostrę doprowadził do takiego stanu, że nie umiała bez niego żyć, a gdy znalazł sobie nową zabawkę to tak po prostu ją rzucił. Na początku przyjaźń, z czasem zabierać cię będzie na imprezy, aż któregoś dnia upije cię i bum zaliczy jak każdą. To jego strategia, a ty jesteś nasza koleżanką dlatego cię ostrzegamy.

Słuchałam tego wszystkiego z głową spuszczoną w dół i każde słowo odtwarzałam w głowie po kilka razy. To nie mogła być prawda.

- Znasz go ? – spytałam- no znasz go ? hm ?

- No moja siostra …

- Pytam do cholery czy ty go znasz, a nie twoja siostra- rzuciłam ostrzej, a Miley szturchnęła mnie łokciem, żebym się opanowała.

- Nie denerwuj się dobra? Ja tylko mówie to co słyszałam i to co mówiła moja siostra.

- Gadałaś z nim kiedyś? Zamieniłaś chociaż dwa zdania ?

Nie odpowiedziała, nastała niezręczna cisza, której się spodziewałam.

- Nie gadałam, ale moja siostra z nim była nie rozumiesz ?

- A skąd wiesz, że jest tak jak mówiła twoja siostra? Może ona sama wepchała mu się do łóżka, a później wymyśliła wielką miłość, której tak naprawdę nie było i co miał może udawać, że kocha ją do szaleństwa i będą razem do końca życia?

Zatkało ją, a Miley wstała i szarpnęła mnie za łokieć, żebym też wstała.

- Idziemy- warknęła Miley i pociągnęła mnie za rękę.

- Ja cię tylko ostrzegam..- powiedziała Carly smutnym i ledwo słyszalnym głosem.


Odeszłyśmy na dość daleką odległość. Miley kazała mi usiąść, a sama stanęła przede mną z skrzyżowanymi rękami na piersi.

- Co ty odwalasz, co ? – powiedziała patrząc mi prosto w oczy.

- Bronię go, bo ona nadzwyczajnie w świecie opowiada mi jakieś bajeczki.

- Kurwa, a skąd masz pewność, że jest taki święty ? Widziałaś co robi? Widziałaś co nam zrobił? Nie wierzę , naprawdę nie wierze.

- To przeszłość, tak ?! Chcesz ciągle do tego wracać? Gdyby nam potem nie pomógł nie byłoby nas tu, rozumiesz? – syknęłam trochę ciszej.

- Gdyby nas nie porwał, to potem nie musiał ratować. Dziewczyno przejrzyj na oczy, że on nie jest taki święty jak sobie myślisz,to co powiedziała Carly jest tylko jednym z nielicznych dowodów.

- Ty też ?! Jesteś moją przyjaciółką, powinnaś mnie wspierać.

- Wspierać w czym ? W przyjaźnieniu się z kryminalistą, który potem cię upije, zaliczy i rzuci, a ty będziesz płakać? Zrozum, że to nie jest książę z bajki.

- Gówno wszyscy wiecie jaki on jest.

- Akurat wiem, bo koleguje się z Ryanem.

- A co Ryan nie jest kryminalistą?

- Jest, ale trzymam go na dystans, a ty pozwalasz Bieberowi na zbyt wiele.

- Mam dość- warknęłam i zabrałam swoją torbę- jak zmądrzejesz to się odezwij- dodałam i odeszłam.


Nie do wiary, że to wszystko jest tak popieprzone, a może one mają racje? Może on naprawdę taki jest ?

Spoliczkowałam się w myślach i udałam pod klasę.

                                  ****

Szłam sama korytarzem i rzucałam każdemu ciekawskiemu lodowate spojrzenie. Było już po lekcjach, a ja dalej nie odzywałam się z Miley, a już tym bardziej z dziewczynami z klasy. Dopóki one nie przeprosza, ja też nie zamierzam. Wyszłam z budynku i zobaczyłam znany mi już dobrze samochód. Uśmiechnęłam się na widok opierającego się o auto Justina. Gdy tylko mnie zobaczył od razu jego kąciki ust podniosły się ku górze. Podeszłam bliżej i przytuliłam go.

- Siemasz piękna- powiedział po tym jak już się od niego odsunęłam.

- Cześć- cicho się zaśmiałam.

- Podwieźć cię?

- A mam inny wybór ? – uśmiechnęłam się, na co on otworzył mi drzwi.

- Wygląda na to, że nie- powiedział z uśmiechem na ustach , a ja wsiadłam do samochodu.

Justin usiadł na miejscu kierowcy i przekręcił kluczyki wyjeżdżając na ulice.

- Do domu ? – spytał patrząc na mnie.

- A chcesz mnie gdzieś zabrać?

- Można tak powiedzieć.

- A gdzie ?

- Na nie-randkę- zaśmiał się dalej prowadząc samochód.

- Brzmi fajnie- powiedziałam również się śmiejąc.

                               *****

- Ej Bieber uważaj sobie – pogroziłam mu palcem, a on schował swoje dłonie za siebie.

- Ja nic nie robię przecież.

- Wcale- zaśmiałam się, a on znów dźgnął mnie palcem w brzuch.

- Przestań! – krzyknęłam i wskoczyłam mu na plecy.

Justin kilka razy zakręcił nami i niósł mnie na plecach, brzegiem morza. Postawił mnie na ziemi dopiero wtedy gdy byliśmy w jednej z kawiarni. Zamówiliśmy coś do picia, a później usiedliśmy na pomostku.

- Całkiem fajna ta nie-randka. – powiedziałam ze śmiechem.

- Podoba ci się? – spytał patrząc na mnie.

- Tak- mruknęłam cicho i przeniosłam wzrok na morze.

Położyłam rękę na mostku, a po chwili poczułam ciepły dotyk dłoni Justina. Splótł nasze palce i z uśmiechem na ustach pił swojego shake’a.

Przez godzinę gadaliśmy o wszystkim i o niczym, dopóki nie zadzwonił mój telefon. Mama kazała mi wracać.

Justin odwiózł mnie do domu, a ja wysiadając z samochodu dałam mu buziaka w policzek. To znaczy tak się odwrócił, że był to kącik ust, ale pomińmy to. Resztę dnia spędziłam na nauce i robieniu lekcji. Wieczór minął mi wraz z filmami i esemesami z Justinem. Dopiero w nocy gdy już leżałam to przekalkulowałam sobie w głowie wszystkie wydarzenia z dzisiejszego dnia i na sama myśl uśmiechnęłam się. Potrafił być kochany i zabawny, nie rozumiem jak one mogą mówić, że jest nieczuły. A no tak, zapomniałam, że go nie znają. Kurde, polubiłam go. Tak cholernie bardzo go polubiłam.

_______________________________________________________________________


Jest siódmy. Fajnie, że udało mi się go dzisiaj napisać, bo sprężyłem się i jest. Może trochę krótki, ale tak mam w zwyczaju. Tak właściwie to czyta ktoś to w ogóle ? Zostawcie po sobie komentarz, i jeśli nie chce się wam zaglądać tu codziennie i sprawdzać czy nowy rozdział jest to po prostu podajcie w komentarzu do siebie jakiś kontakt, a ja będę na bieżąco was informować. No to tyle z mojej strony. :)


niedziela, 25 maja 2014

Six

Obudziłem się po bodajże kilku godzinach. Ledwo podniosłem się, a gdy już to zrobiłem to rozjerzałem się dookoła. Chłopaki leżeli, a po dziewczynach nie było śladu. Podrapałem sie po głowie, która niesamowicie mnie bolała. Z resztą wszystko mnie bolało. Wstałem i podszedłem do Zayna, poklepałem go po buzi, a on otworzył oczy. Z resztą zrobiłem to samo i rozwiązałem ich. To było naprawdę coś dziwnego, dziwne uczucie. Nie wiedzieliśmy co mamy ze sobą zrobić w tym momencie. Co się właściwie stało ?

Po około 3 godzinach zadzwonił mój telefon, to był James. Przejechałem palcem po ekranie i odebrałem.

- Co ? – spytałem

- Justin mój chłopcze, ochłonąłeś już ?

- Spieprzaj- chciałem się rozłączyć, ale zdążył się wtrącić.

- Grzeczniej- warknął- myślę że dojdziemy do porozumienia, a ja wybaczę ci twoją nagłą utratę samokontroli. Przyjedź do mnie i pogadamy na spokojnie.

- Co z dziewczynami ? – oblizałem usta w niepewności.

- Spokojnie, są całe.

- Masz kurwa szczęście.

- To ty masz kurwa szczęście, bo mogło się skończyć inaczej-syknął przez zęby- nie zadzieraj ze mną Bieber, bo to ja rządzę tym miastem.- dodał po czym się rozłączył.


Rzuciłem wiązankę przekleństw po czym wsiadłem do mojego samochodu. Położyłem ręce na kierownicy i utkwiłem wzrok w jednym punkcie. Zastanawiałem się jak to wszystko będzie dalej wyglądać, przecież one nie mogą zostać sprzedane. Żywy handel ? To już kurwa przesada. Zacisnąłem mocniej dłonie na kierownicy . Czy one mi w ogóle kiedykolwiek wybaczą? Mam taką nadzieję, bo nie chciałem zrobić im krzywdy. Przekręciłem kluczyk w stacyjce i wyjechałem samochodem na ulice. Po 30 minutach jazdy wysiadłem z auta i udałem się do magazynu James’a.


Wszedłem do środka zatrzaskując za sobą drzwi , tak mocno aby wszyscy wiedzieli o moim przyjściu. Gdy to zrobiłem wszystkie oczy zwrócone były na mnie i o to właśnie mi chodziło. Zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu dziewczyn. Dostrzegłem Kelsey. Wyglądała koszmarnie i fizycznie, i psychicznie. Miała na sobie tylko bieliznę, jej włosy potargane przez wiatr opadały na ramiona. Rozmazany makijaż i słone łzy spływające po policzkach. Nie mogłem uwierzyć, że to ja doprowadziłem ją do takiego stanu. Zauważyłem kilka ran na jej nogach i ręce , z których sączyła się krew. Była przywiązana do fotela, tak że nie mogła się ruszyć. Spojrzała na mnie takim spojrzeniem, które zabijało mnie od środka. Przełknąłem głośno ślinę i podszedłem do James’a.

- Co zamierzasz ? – powiedziałem ostro i głośno uderzyłem dłońmi o jego biurko , opierając się o nie.

- Jak to co ? – uśmiechnął się szyderczo- zamierzam zarobić.

- To jest kurwa przesada.

- Co jest przesadą panie Bieber ?

- To do cholery! – pokazałem dłonią na dziewczyne – żywy handel ludźmi. Rozumiem narkotyki, nielegalne wyścigi, ale to ?! Przesadzasz i nadużywasz mojej cierpliwości-powiedziałem przez zaciśnięte zęby.

- A ty szczeniaku – wstał i uderzył dłońmi o biurko- wtrącasz się w nie swoje sprawy.

- Wypuść je.

- Po moim trupie – uśmiechnął się jeszcze do mnie ,po czym znów rozsiadł się wygodnie na swoim krześle.

- Da się załatwić- mruknąłem już sam do siebie.

Podszedłem do Kelsey i kucnąłem przy niej. Spojrzała na mnie, a po jej policzku spłynęła pojedyńcza łza, którą otarłem kciukiem.

- Nie zostawię was, wszystko będzie dobrze – szepnąłem i przytuliłem ją- wytrzymaj jeszcze chwile, przepraszam.

Nie odezwała się, jedynie skinęła delikatnie głową.
                                      *************

- Musi być kurwa jakieś wyjście- powiedział Mike siadając naprzeciwko mnie.

- No dokładnie – powtórzył Logan.

- Wiem chłopaki, ale to nie jest takie proste jak się wydaje. Trzeba znaleźć dobre rozwiązanie, bo inaczej wpakujemy się w jeszcze większe gówno niż dotychczas.

- Justin ma racje, nie możemy ryzykować, trzeba to mądrze rozegrać.

- Tylko kurwa jak, przecież on za każdym razem będzie o dwa kroki przed nami.

- Może nie dwa, a jeden, bo na najmądrzejszego nie wygląda.

- Tak ci się wydaje, jest bardziej przebiegły niż cokolwiek innego na tym pieprzonym świecie.

Naszą rozmowe przerwał dzwonek mojego telefonu, który leżał na stole. Wszyscy spojrzeliśmy w jego stronę, a ja podniosłem się i spojrzałem na ekran.

- To James- powiedziałem patrząc na chłopaków.

- Odbierz- powiedzieli w jednym czasie.

Przełączyłem na głośno mówiący i położyłem telefon z powrotem na stole.

-Halo ? – powiedziałem.

- Bieber, dzieciaku.- przewróciłem oczami- wieczorem przyjedź do mnie, mam dla ciebie robotę.

- Taa, to wszystko ?

- Chyba to by było na tyle. Około 20 chcę cię widzieć.

- Ta – rzuciłem jeszcze sucho i rozłączyłem się.

Wymieniliśmy się spojrzeniami, a między nami zapadła niezręczna cisza.

- Co on może chcieć od ciebie ? – spytał Ryan.

- Nie mam pojęcia, pewnie znowu jakaś brudna robota, której nie chce mu się samemu wykonywać lub zabrakło mu już ludzi.

- A może to coś związanego z dziewczynami ?

- Wątpię.

                                     ********

- No dalej ,wyłaź skurwielu –mówiłem praktycznie sam do siebie.

- Jesteś pewien, że to się uda ? Nie chcę żebyś kogoś zabijał. –powiedziała Kelsey, która cała się trzęsła.

- Nie ma innego wyjścia – odpowiedziała jej Miley i skrzyżowała ręce na piersi.

- Tak, nie mam innego wyjścia- dodałem.

- Chyba idzie.

- Nareszcie- wyrzuciłem ręce w powietrze z frustracji.

Schowałem broń w tylną kieszeń moich spodni i zakryłem ją bluzą. Wysiadłem z samochodu idąc w kierunku nieznajomego mi mężczyzny. Był sam, tak samo jak miejsce, w którym byliśmy było puste. Domek w środku lasu wyglądał jak z horroru. Słońce powoli zachodziło, więc ogarniał nas półmrok, jednak dokładnie mogłem się mu przyjrzeć. Nie wyglądał na miłego, a jego wyraz twarzy mówił zabije-każdego-kto-mi-się-nie-spodoba. W dodatku dochodzą do tego tatuaże, które pokrywały całe jego ręce i szyję. Co najbardziej przykuło moją uwagę, to były ślady poparzenia na połowie twarzy. Dopiero teraz zrozumiałem po co mu są dziewczyny. Był łysy i o głowę ode mnie niższy, co wyglądało śmiesznie. Nie bałem się go, może i wyglądał groźnie, ale fakt, że byliśmy tu sami sprawiał, że to ja byłem górą.

- Gdzie one są? – rzucił oschle spoglądając za mnie.

- Tak, cześć. – uśmiechnąłem się- są w samochodzie- dodałem jakby to było logiczne, ale sądząc po jego małej głowie, to rodzice nie obdarzyli go dużym mózgiem(o ile w ogóle go ma).

- Pokaż mi je.

Podszedłem do samochodu i otworzyłem drzwi. Dziewczyny spojrzały na mnie jednocześnie, a ja tak jak zaplanowaliśmy- złapałem Kelsey ostro za rękę i wyciągnąłem ją z samochodu. Pchnąłem lekko w kierunku mężczyzny i to samo zrobiłem z Miley. Chłopak podszedł i obejrzał je dokładnie. Klepnął Kelsey w tyłek i w tym momencie chciałem go zabić, ale wiedziałem, że to jeszcze nie ten moment. Dziewczyna zacisnęła powieki i przygryzła wargę, jak sądzę chciała mu oddać w mordę, ale się powstrzymała.

- Gdzie są pieniądze? – spytałem.

- Hm ? – mruknął wciąż patrząc Kelsey w cycki.

- Powiedziałem, gdzie są pieniądze? – rzuciłem już trochę ostrzej.

- Aaa no tak, tak- machnął ręką i poszedł do domku, po chwili wyszedł z niego z teczką.

Otworzył mi ją przed oczami, a mi ukazały się okrągłe dwa miliony dolarów. Oczy mi się zaświeciły, a on zamknął teczkę i mi ją wręczył.

- Będę częściej robić z wami interesy- powiedział z uśmiechem i odszedł do dziewczyn.

Wsadziłem szybko teczkę do samochodu i mrugnąłem światłami dając dziewczynom sygnał. W tej oto chwili Miley kopnęła go z tyłu w zgięcie nogi, a on upadł. Kelsey poprawiła dając mu w twarz i zaczęły uciekać. Ja przyłożyłem mu pistolet do głowy.

- Nie, proszę nie zabijaj mnie!

- Dlaczego ? Nie mam pewności czy nie pójdziesz do mojego szefa.

- Błagam, nie zabijaj mnie.

Nie posłuchałem. Nie oszczędzę życia komuś, kto próbował zniszczyć życie dwóm zwykłym dziewczynom. Pociągnąłem za spust i w tej samej chwili rozległ się strzał. Po kilku sekundach zaczęła sączyć się krew.
Zadzwoniłem do chłopaków i podałem im dokładne miejsce, aby przyjechali i zabrali stąd ciało. Dobrze mieć takich kumpli. Wróciłem do samochodu i usiadłem na miejscu kierowcy. Odwróciłem się na tylne siedzenie i spojrzałem na dziewczyny.

- Nareszcie mam to już za sobą.

- Teraz będzie tylko lepiej- uśmiechnąłem się i odpaliłem samochód wyjeżdżając na ulicę.
_____________________________________________________________________________


Przepraszam, że tak ciągle przerwy między rozdziałami, ale każdy kto pisze bloga na pewno rozumie. Często brakuje czasu + pisałem testy także naprawdę ciężko, ale myślę że zostaniecie !