czwartek, 25 września 2014

powiadomienie

To jest jakaś masakra. Nie było mnie tu tyle czasu, wy pewnie poodchodziliście i nie będziecie już czytać, ale no cóż. To opowiadanie nie ma sensu, nie jest pisane na wysokim poziomie, a ja sam nie jestem z niego zadowolony. Jest po prostu beznadziejne, tak samo jak beznadziejne było moje poprzednie. Nie umiem pisać, dlatego też chyba nie będę się za to zabierał. Tzn, lubię to robić, ale nie umiem więc jak na razie pisze sobie powoli w swoim notatniku opowiadanie.

W skrócie jest ono o chłopaku, który jest chory na białaczkę. Ma mnóstwo ograniczeń, buntuje się, ale jednak to wciąż chłopak o wielkim sercu. Poznaje dziewczynę, która będzie dla niego inspiracją. Pokaże mu jak bardzo ważne są dni w życiu, jak dużo można zdziałać poprzez wiarę w siebie. On dysponuje bardzo bogatym słownictwem, w swoim zeszycie zapisuje swoje przemyślenia i to co czuje. Nie ma nadziei na normalne życie choć ma mnóstwo marzeń. Ta dziewczyna zmieni kompletnie jego nastawienie do życia. To nie jest kolejne opowiadanie, w którym bohater to bad boy, bije swoją dziewczynę, a ich miłość polega tylko na gangach i tego typu rzeczach. Prawdziwa miłość, której nie spotkacie nigdzie indziej. Nie jest to łatwa historia, ale mogę wam powiedzieć, że jest oparta na faktach. Sam znałem bohaterów i ich przygodę.

Jeśli tylko będziecie chcieli to skończę pisać to opowiadanie i wkrótce pojawi się gdzieś link do bloga. Nie oczekuje, że jeszcze ktoś to będzie czytał, ale jeśli ktokolwiek jest zainteresowany lub chociaż ciekawy- zostawcie komentarz. Jeśli zrobię tego bloga i będę dodawał coś na niego, to obiecuję, że tym razem go skończę. Także, liczę na wasze komentarze, ale tak jak mówiłem tylko jeśli wy chcecie, bo nie widzę sensu dodawać go na bloga jeśli nikt nie będzie tego czytał.

PRZECZYTAŁAŚ/EŚ? - ZOSTAW KOMENATARZ

//Kuba xoxoxo

sobota, 14 czerwca 2014

Eight.


Kelsey

Wróciłam do domu, ale widok, który zobaczyłam zwalił mnie z nóg. Weszłam do salonu i zobaczyłam moją mame , a obok ? Obok niej siedziała Miley. Zamurowało mnie szczerze, ale usiadłam naprzeciwko nich, a one wymieniły się spojrzeniami.

- Naskarżyłaś mojej mamie? – powiedziałam z oburzeniem.

- To dla twojego dobra- szepnęła i spuściła głowę, chyba nie mogła już znieść mojego wzroku na sobie.

- Nie będziesz się z nim spotykać , zrozumiałaś mnie ? Nie dam zniszczyć mojej córki jakiemuś kryminaliście. Dziecko, on cię zauroczył, ale nic poza tym zrozum, że robimy to dla twojego dobra.

- Dobra ?! – wykrzyczałam- dobra ?! Mamo czy ty słyszysz co mówisz ? Justin nie jest żadnym kryminalistą, a ty – wskazałam na Miley- możesz się już więcej do mnie nie odzywać.

Wzięłam swoją torbę i wstałam udając się do swojego pokoju.

- Kelsey!- krzyczała za mną mama – Kelsey wracaj natychmiast, nie skończyłyśmy!

Nie wróciłam. Szczerze ? Było mi wszystko jedno czy będę mieć szlaban, czy cokolwiek innego.

Rozpłakałam się i wtuliłam w poduszkę. On naprawdę bardzo dużo mi pomógł, jest takim ciepłym i czułym człowiekiem. Dlaczego nikt mi nie wierzy, że on nie jest taki zły ? Z całych sił płakałam przez dobre 30 minut, aż w końcu zasnęłam…

JUSTIN

Jak odwiozłem Kelsey do domu była godzina szesnasta. Nie miałem co ze sobą zrobić, więc postanowiłem również udać się do domu.  Jakiś kilometr od mieszkania słyszałem głośną muzykę i piski opon. Przewróciłem oczami od razu wiedząc co się tam dzieje. Zaparkowałem samochód w garażu i podszedłem do Ryana.

- Jest dopiero godzina szesnasta, a wy już robicie impreze ?

- A kto zabroni ? – zaśmiał się, był cholernie zjarany.- W ogóle to twoja panienka cie szuka.

- Jasmine ? Kurwa, co ona tu robi ?

- Z tego co mi wiadomo, a wiadomo mi dużo – znów się zaśmiał- no to Mike ją zaprosił.

- Brawo, co za idiota- mruknąłem już raczej sam do siebie.

Przedarłem się przez ludzi i objąłem w pasie moją dziewczynę, która tak naprawdę nią nie była, ale wmawiała wszystkim, że nią jest. Była to tylko zabawka do pieprzenia i nic więcej. Odwróciła się i widząc mnie uśmiechnęła.

- Cześć kochanie- powiedziałem i dałem jej krótkiego buziaka w usta.

- Cześć- oblizała wargi- tęskniłam za tobą.

- Ja za tobą też.

- Czemu się nie odzywałeś? – posmutniała, a mi zrobiło się trochę przykro, nie żeby coś, ale też mam serce.

- Po prostu miałem dużo roboty, wiesz jak jest, ale dzisiaj mogę ci to wszystko wynagrodzić.

- Tak ? a w jaki sposób ? – przejechała opuszkami palców po mojej klatce piersiowej.

- Pokażę ci- szepnąłem Jasmine na ucho i pociągnąłem ją za rękę w kierunku sypialni.

Zacząłem całować namiętnie Jasmine wchodząc po schodach. Nie przerwaliśmy pocałunku, kopnąłem za sobą drzwi i zamknąłem je. Lekko pchnąłem ją na łóżko i położyłem się na niej. Ściągnęła ze mnie koszulkę, a ja zacząłem zachłannie całować jej szyję. Wydawała z siebie ciche jęki wprost do mojego ucha, co jeszcze bardziej mnie nabuzowało. Zdarłem z niej ubrania i wstałem ściągając swoje spodnie.
Zdarła ze mnie bokserki, a ja nałożyłem prezerwatywę. Nie żeby coś, ale ostatnią rzeczą jaką chce to, żeby zaszła w ciążę. Zaczęliśmy się kochać jak namiętni kochankowie i nie powiem, że mi to nie odpowiadało. Ona myślała, że kocham ją i będziemy razem, a tak właściwie to nic z tych rzeczy jej nigdy nie powiedziałem.

KELSEY
Leżałam na łóżku i zastanawiałam się co teraz robi Justin. Może o mnie myśli tak samo jak ja o nim ? Uśmiechnęłam się gdy przypomniałam sobie jak złapał mnie za rękę. Dopiero później przypomniałam sobie sytuację z mamą i Miley. Sięgnęłam po mój telefon- 30 nieodebranych połączeń, 5 sms-ów. Przejechałam palcami po ekranie przesuwając wiadomości. Miley,Miley, Miley… Jason ? Zmarszczyłam brwi i odczytałam wiadomość, którą jak się okazało wysłał 3 minuty temu.

„ Pójdziesz ze mną na imprezę? Mam zaproszenie i chciałem z tobą iść ;)’’

Uśmiechnęłam się gdy to przeczytałam, naprawdę. To było bardzo kochane, ale czy ja wiem ? Chyba nie mam ochoty na imprezę.. 

„ Źle się czuje, przepraszam ;(‘’

„ Bardzo ładnie proszę? ;)”

„ Okej, ale będę musiała się wymknąć. Mam szlaban, więc czekaj na mnie z jakieś 100 metrów od domu, żeby mama nie zauważyła, okej? „

„ Dziękuje i będę za 15 minut : ) ‘’


Wstałam z łóżka i przebrałam się. Poprawiłam makijaż, który mi się rozmazał przez to ciągłe płakanie.
Zamknęłam drzwi tak, aby nikt nie mógł wejść do mojego pokoju. Mama będzie myślała, że śpię albo po prostu nie chcę z nią gadać. Upewniłam się jeszcze, że nikt mnie nie widzi i wyszłam oknem. Od razu pobiegłam do samochodu Jasona.

- Hej – powiedziałam po tym jak wsiadłam do auta.

- Hej – odpowiedział z uśmiechem.

JUSTIN

Ubrałem się i zostawiłem śpiącą Jasmine w sypialni. Zszedłem na dół i jedyne co słyszałem to mocne dudnienie muzyki. Podszedłem do moich kumpli i wziąłem sobie coś do picia. Nie zamierzałem spożywać alkoholu, bo nie chciałem mieć ciągłego kaca.

- Ogarnąłbyś się – zaśmiał się Mike.

- Co ci nie pasuje ? – zmarszczyłem brwi.

- Na pierwszy rzut oka widać, że było ostro- powiedział kręcąc głową ze śmiechem.

- A weź daj spokój – poprawiłem ręką włosy i wyszedłem na dwór.

Wiecie co tam zobaczyłem ? Nie uwierzycie, ale z samochodu wysiadła moja piękna Kelsey. To znaczy nie moja jeszcze, ale wkrótce. Stanąłem przez chwile w miejscu wpatrując się w nią, a gdy tylko mnie zauważyła to podeszła do mnie.

- Hej piękna, co ty tutaj robisz ? – zaśmiałem się przytulając ją.

- Przyjechałam z kolegą- uśmiechnęła się- nie wiedziałam, że tu mieszkasz.

- To już wiesz – znów się zaśmiałem.

- To jest Jason- powiedziała wskazując dłonią na chłopaka- a to jest Justin- tym razem wskazała na mnie.

- Siema – podałem mu rękę i uścisnęliśmy się.

Dopiero teraz przypomniałem sobie, że w sypialni śpi Jasmine. Jeśli ona się obudzi i zobaczy mnie z Kelsey, będę miał niezłą jazdę. No i w dodatku przekreślę wszystkie swoje szanse u dziewczyny, która mi się podoba. Szybko w głowie obmyśliłem dość dobry plan.

- Mogę cię gdzieś zabrać ? – uśmiechnąłem się.

- Jason, może ? – zwróciła się do chłopaka.

- Tak – powiedział smutnym głosem i odszedł do reszty znajomych.

Ja natomiast wziąłem Kelsey za rękę i zaprowadziłem ją do samochodu. Po 15 minutach jazdy wysiedliśmy z auta.

- Co tu robimy ? – zmarszczyła czoło.

- Lubię to miejsce- powiedziałem i usiadłem na masce samochodu.

- Aaaa- kiwnęła głową i usiadła obok mnie.

Mieliśmy piękny widok na zachodzące słońce. Przez chwilę patrzyliśmy w zupełniej ciszy, ale przerwała ją Kelsey.

- Justin ?

- Hm ?

- Kim ja dla ciebie jestem ?

Spojrzałem jej prosto w oczy i zszedłem z samochodu. Stanąłem między jej nogami i znów popatrzyłem jej w oczy. Oplotłem ją rękami w pasie, a ona swoje założyła na moją szyję.

- Jesteś dla mnie kimś bardzo ważnym i chciałbym, żeby tak zostało – szepnąłem i trąciłem nosem jej nos.

- Ty też nie jesteś mi obojętny – przyciągnęła mnie bliżej siebie, a ja musnąłem jej usta.

Dziewczyna pogłębiła pocałunek i położyła dłoń ma moim policzku. Po chwili nasze języki toczyły bitwę, a słońce powoli zachodziło. Czy ktoś mówił, że nie potrafię być romantyczny ? 
                           

wtorek, 27 maja 2014

Seven.

                                          2 MIESIĄCE PÓŹNIEJ

KELSEY

Minęło całe moje piekło, przez które przechodziłam. Nigdy tego nie zapomnę, bo jest to coś co zostawi ślad na twojej psychice na zawsze, ale dzięki pomocy przyjaciół i ... Justina, dałam radę. Jestem teraz stanowczo silniejszą osobą niż byłam dotychczas. Życie nauczyło mnie i pokazało wiele przez te 17 lat, ale przygoda z uprowadzeniem uświadomiła mi, że niektóre dziewczyny kończą jeszcze gorzej niż ja. I dziękuje Bogu za to, że Justinowi udało się sprawić abym zapomniała po części o koszmarze, który no właściwie sam mi zrobił.W dodatku miałam szlaban+ jeszcze nie umiałam wytłumaczyć rodzicom gdzie byłam. Jednak to co było już nie wróci i żyje teraźniejszością, która tak naprawdę jest całkiem dobra. Wybaczyłam Justinowi ze względu na to, że przez te 2 miesiące poznałam go tak strasznie bardzo i uświadomiłam sobie jak dobrym jest człowiekiem. Inni ludzie oceniają go po pozorach, po tym jak wygląda, jakie ma spojrzenie, jak zazwyczaj się zachowuje. Ale wiecie co ? Poznałam tego chłopaka, wierzcie lub nie, ale potrafi być niesamowicie kochany, zabawny, uroczy. Był przy mnie kiedy równie dobrze mógł powiedzieć : ,, Radź sobie sama, to nie moja sprawa". I tak naprawdę to polubiłam jego towarzystwo, polubiłam jego szybką jazdę, polubiłam jego oczy, polubiłam jego uśmiech, kurde polubiłam go całego. Nawet gdy przyjeżdżał po mnie do szkoły, to widziałam jak ludzie szeptali coś sobie na ucho patrząc w naszą stronę. Chłopaki patrzyli dziwnimi spojrzeniami, a dziewczyny to już w ogóle. Starałam się to ignorować, ale coraz bardziej irytowały mnie ciekawskie spojrzenia. Kiedyś nawet nie wytrzymałam i wybuchnęłam krzycząc na cały głos : ,, Do cholery nie macie ciekawszych zajęć?!". Wszyscy patrzyli wtedy na mnie jak na wariatkę, a Justin później śmiał się ze mnie cały dzień. Koleżanki z klasy " ostrzegały mnie" przed nim, ale nie chciało mi się tego słuchać. Nie rozumiem jak można oceniać człowieka kompletnie go nie znając? Takim typem są właśnie one. Nie zamieniły z nim ani jednego zdania, a z góry twierdzą, że to kryminalista i przestępca. Naprawdę? to niedorzeczne. Justin to miły chłopak jak każdy chodzący do naszego liceum, ale oczywiście trzeba ludzi oceniać po pozorach.
Dzisiaj zabrał mnie nawet na nie-randkę, która była całkiem fajna. Ale zacznijmy od samego rana.


Mama jak zwykle biła mnie poduszką i ciągnęła za nogę abym wstała wreszcie z łóżka. Środek tygodnia jest męczący, a ona jeszcze bardziej mnie dobijała.

- Kelsey wstawaj, bo zaraz pójde po szklankę wody i wyleje ci ją na głowe, przysięgam- powiedziała stanowczym głosem na co ja tylko mruknęłam.

Nie żartowała. A ja nie wstałam. Poszła do łazienki, a ja słysząc lejącą się wode od razu zerwałam się na równe nogi.

- Wstałam już ! - krzyknęłam na tyle głośno, żeby usłyszała.

Ubrałam się, pomalowałam i te inne czynności no  i spakowałam do szkoły. Leniwie zeszłam po schodach i usiadłam przy stole. Zabrałam się za jedzenie płatków z mlekiem, ale nawet nie byłam głodna. Pisałam do późna esemesy z Justinem i tym sposobem w ogóle się nie wyspałam. Gdyby mama nie popstrykała mi palcami przed nosem to zasnęłabym z głową w misce płatków.

- Wyglądasz dzisiaj okropnie- powiedziała mama patrząc na mnie i zaśmiała się pod nosem.

- Dzięki mamo, zawsze można liczyć na twoją szczerość- sarkastycznie się uśmiechnęłam.

- Podwieźć cię do szkoły ? Po drodze mam do pracy.

- A wiesz, umówiłam się z Miley także podziękuje, ale miło że spytałaś- dałam jej buziaka w policzek, wzięłam swoją torbę i udałam się do drzwi- paa ! - krzyknęłam i wyszłam z domu.

                                                              ****

- Ej Kelsey- dziewczyna szturchnęła mnie w ramie- Kelsey!

- Cooo ? - mruknęłam cicho z zamkniętymi oczami.

- Boże, jesteś dziś okropna.

- Ej no-udałam urażoną- mama też mi to dzisiaj powiedziała.

- Bo taka jesteś- zaśmiała się Miley.

Siedziałyśmy przed szkołą na trawniku i wygrzewałyśmy dupy. Przerwa- to co kocham. Słonce grzało i było chyba z 25 stopni. Nagle ktoś zasłonił mi słońce stając przede mną. Odruchowo podniosłam głowę i zobaczyłam dziewczyny z klasy, które usiadły obok nas.

- Siema- przywitałyśmy się wszystkie.

- Co tam ? – spytała Carly.

- Jakoś leci powoli, a tam ?

- Spokojnie – uśmiechnęła się co ja odwzajemniłam.

- Później matma ? – zagadnęłam

- Tak- powiedziała patrząc na mnie- Kelsey ? Możemy cię o coś zapytać?

- Emmm tak jasne.

- Co łączy cię z tym typem Bieberem ? – spytała Sam.

- Nie chcę być niemiła, ale to chyba nie wasza sprawa.

- Nie bój się, spokojnie. Moja siostra Melanie z nim była, wiesz ?

- Tak? A co ja mam do tego ? My się tylko przyjaźnimy.

- Kelsey uważaj na niego po prostu okej? Jesteś fajną dziewczyną, a szkoda by było gdyby wciągnął cię w to wszystko.


- W to wszystko ? Co masz na myśli- zmarszczyłam brwi.

- Wyścigi, narkotyki, imprezy, wagary, nie rozumiesz ? On jest dupkiem, który zabawia się małolatami. Moją siostrę doprowadził do takiego stanu, że nie umiała bez niego żyć, a gdy znalazł sobie nową zabawkę to tak po prostu ją rzucił. Na początku przyjaźń, z czasem zabierać cię będzie na imprezy, aż któregoś dnia upije cię i bum zaliczy jak każdą. To jego strategia, a ty jesteś nasza koleżanką dlatego cię ostrzegamy.

Słuchałam tego wszystkiego z głową spuszczoną w dół i każde słowo odtwarzałam w głowie po kilka razy. To nie mogła być prawda.

- Znasz go ? – spytałam- no znasz go ? hm ?

- No moja siostra …

- Pytam do cholery czy ty go znasz, a nie twoja siostra- rzuciłam ostrzej, a Miley szturchnęła mnie łokciem, żebym się opanowała.

- Nie denerwuj się dobra? Ja tylko mówie to co słyszałam i to co mówiła moja siostra.

- Gadałaś z nim kiedyś? Zamieniłaś chociaż dwa zdania ?

Nie odpowiedziała, nastała niezręczna cisza, której się spodziewałam.

- Nie gadałam, ale moja siostra z nim była nie rozumiesz ?

- A skąd wiesz, że jest tak jak mówiła twoja siostra? Może ona sama wepchała mu się do łóżka, a później wymyśliła wielką miłość, której tak naprawdę nie było i co miał może udawać, że kocha ją do szaleństwa i będą razem do końca życia?

Zatkało ją, a Miley wstała i szarpnęła mnie za łokieć, żebym też wstała.

- Idziemy- warknęła Miley i pociągnęła mnie za rękę.

- Ja cię tylko ostrzegam..- powiedziała Carly smutnym i ledwo słyszalnym głosem.


Odeszłyśmy na dość daleką odległość. Miley kazała mi usiąść, a sama stanęła przede mną z skrzyżowanymi rękami na piersi.

- Co ty odwalasz, co ? – powiedziała patrząc mi prosto w oczy.

- Bronię go, bo ona nadzwyczajnie w świecie opowiada mi jakieś bajeczki.

- Kurwa, a skąd masz pewność, że jest taki święty ? Widziałaś co robi? Widziałaś co nam zrobił? Nie wierzę , naprawdę nie wierze.

- To przeszłość, tak ?! Chcesz ciągle do tego wracać? Gdyby nam potem nie pomógł nie byłoby nas tu, rozumiesz? – syknęłam trochę ciszej.

- Gdyby nas nie porwał, to potem nie musiał ratować. Dziewczyno przejrzyj na oczy, że on nie jest taki święty jak sobie myślisz,to co powiedziała Carly jest tylko jednym z nielicznych dowodów.

- Ty też ?! Jesteś moją przyjaciółką, powinnaś mnie wspierać.

- Wspierać w czym ? W przyjaźnieniu się z kryminalistą, który potem cię upije, zaliczy i rzuci, a ty będziesz płakać? Zrozum, że to nie jest książę z bajki.

- Gówno wszyscy wiecie jaki on jest.

- Akurat wiem, bo koleguje się z Ryanem.

- A co Ryan nie jest kryminalistą?

- Jest, ale trzymam go na dystans, a ty pozwalasz Bieberowi na zbyt wiele.

- Mam dość- warknęłam i zabrałam swoją torbę- jak zmądrzejesz to się odezwij- dodałam i odeszłam.


Nie do wiary, że to wszystko jest tak popieprzone, a może one mają racje? Może on naprawdę taki jest ?

Spoliczkowałam się w myślach i udałam pod klasę.

                                  ****

Szłam sama korytarzem i rzucałam każdemu ciekawskiemu lodowate spojrzenie. Było już po lekcjach, a ja dalej nie odzywałam się z Miley, a już tym bardziej z dziewczynami z klasy. Dopóki one nie przeprosza, ja też nie zamierzam. Wyszłam z budynku i zobaczyłam znany mi już dobrze samochód. Uśmiechnęłam się na widok opierającego się o auto Justina. Gdy tylko mnie zobaczył od razu jego kąciki ust podniosły się ku górze. Podeszłam bliżej i przytuliłam go.

- Siemasz piękna- powiedział po tym jak już się od niego odsunęłam.

- Cześć- cicho się zaśmiałam.

- Podwieźć cię?

- A mam inny wybór ? – uśmiechnęłam się, na co on otworzył mi drzwi.

- Wygląda na to, że nie- powiedział z uśmiechem na ustach , a ja wsiadłam do samochodu.

Justin usiadł na miejscu kierowcy i przekręcił kluczyki wyjeżdżając na ulice.

- Do domu ? – spytał patrząc na mnie.

- A chcesz mnie gdzieś zabrać?

- Można tak powiedzieć.

- A gdzie ?

- Na nie-randkę- zaśmiał się dalej prowadząc samochód.

- Brzmi fajnie- powiedziałam również się śmiejąc.

                               *****

- Ej Bieber uważaj sobie – pogroziłam mu palcem, a on schował swoje dłonie za siebie.

- Ja nic nie robię przecież.

- Wcale- zaśmiałam się, a on znów dźgnął mnie palcem w brzuch.

- Przestań! – krzyknęłam i wskoczyłam mu na plecy.

Justin kilka razy zakręcił nami i niósł mnie na plecach, brzegiem morza. Postawił mnie na ziemi dopiero wtedy gdy byliśmy w jednej z kawiarni. Zamówiliśmy coś do picia, a później usiedliśmy na pomostku.

- Całkiem fajna ta nie-randka. – powiedziałam ze śmiechem.

- Podoba ci się? – spytał patrząc na mnie.

- Tak- mruknęłam cicho i przeniosłam wzrok na morze.

Położyłam rękę na mostku, a po chwili poczułam ciepły dotyk dłoni Justina. Splótł nasze palce i z uśmiechem na ustach pił swojego shake’a.

Przez godzinę gadaliśmy o wszystkim i o niczym, dopóki nie zadzwonił mój telefon. Mama kazała mi wracać.

Justin odwiózł mnie do domu, a ja wysiadając z samochodu dałam mu buziaka w policzek. To znaczy tak się odwrócił, że był to kącik ust, ale pomińmy to. Resztę dnia spędziłam na nauce i robieniu lekcji. Wieczór minął mi wraz z filmami i esemesami z Justinem. Dopiero w nocy gdy już leżałam to przekalkulowałam sobie w głowie wszystkie wydarzenia z dzisiejszego dnia i na sama myśl uśmiechnęłam się. Potrafił być kochany i zabawny, nie rozumiem jak one mogą mówić, że jest nieczuły. A no tak, zapomniałam, że go nie znają. Kurde, polubiłam go. Tak cholernie bardzo go polubiłam.

_______________________________________________________________________


Jest siódmy. Fajnie, że udało mi się go dzisiaj napisać, bo sprężyłem się i jest. Może trochę krótki, ale tak mam w zwyczaju. Tak właściwie to czyta ktoś to w ogóle ? Zostawcie po sobie komentarz, i jeśli nie chce się wam zaglądać tu codziennie i sprawdzać czy nowy rozdział jest to po prostu podajcie w komentarzu do siebie jakiś kontakt, a ja będę na bieżąco was informować. No to tyle z mojej strony. :)


niedziela, 25 maja 2014

Six

Obudziłem się po bodajże kilku godzinach. Ledwo podniosłem się, a gdy już to zrobiłem to rozjerzałem się dookoła. Chłopaki leżeli, a po dziewczynach nie było śladu. Podrapałem sie po głowie, która niesamowicie mnie bolała. Z resztą wszystko mnie bolało. Wstałem i podszedłem do Zayna, poklepałem go po buzi, a on otworzył oczy. Z resztą zrobiłem to samo i rozwiązałem ich. To było naprawdę coś dziwnego, dziwne uczucie. Nie wiedzieliśmy co mamy ze sobą zrobić w tym momencie. Co się właściwie stało ?

Po około 3 godzinach zadzwonił mój telefon, to był James. Przejechałem palcem po ekranie i odebrałem.

- Co ? – spytałem

- Justin mój chłopcze, ochłonąłeś już ?

- Spieprzaj- chciałem się rozłączyć, ale zdążył się wtrącić.

- Grzeczniej- warknął- myślę że dojdziemy do porozumienia, a ja wybaczę ci twoją nagłą utratę samokontroli. Przyjedź do mnie i pogadamy na spokojnie.

- Co z dziewczynami ? – oblizałem usta w niepewności.

- Spokojnie, są całe.

- Masz kurwa szczęście.

- To ty masz kurwa szczęście, bo mogło się skończyć inaczej-syknął przez zęby- nie zadzieraj ze mną Bieber, bo to ja rządzę tym miastem.- dodał po czym się rozłączył.


Rzuciłem wiązankę przekleństw po czym wsiadłem do mojego samochodu. Położyłem ręce na kierownicy i utkwiłem wzrok w jednym punkcie. Zastanawiałem się jak to wszystko będzie dalej wyglądać, przecież one nie mogą zostać sprzedane. Żywy handel ? To już kurwa przesada. Zacisnąłem mocniej dłonie na kierownicy . Czy one mi w ogóle kiedykolwiek wybaczą? Mam taką nadzieję, bo nie chciałem zrobić im krzywdy. Przekręciłem kluczyk w stacyjce i wyjechałem samochodem na ulice. Po 30 minutach jazdy wysiadłem z auta i udałem się do magazynu James’a.


Wszedłem do środka zatrzaskując za sobą drzwi , tak mocno aby wszyscy wiedzieli o moim przyjściu. Gdy to zrobiłem wszystkie oczy zwrócone były na mnie i o to właśnie mi chodziło. Zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu dziewczyn. Dostrzegłem Kelsey. Wyglądała koszmarnie i fizycznie, i psychicznie. Miała na sobie tylko bieliznę, jej włosy potargane przez wiatr opadały na ramiona. Rozmazany makijaż i słone łzy spływające po policzkach. Nie mogłem uwierzyć, że to ja doprowadziłem ją do takiego stanu. Zauważyłem kilka ran na jej nogach i ręce , z których sączyła się krew. Była przywiązana do fotela, tak że nie mogła się ruszyć. Spojrzała na mnie takim spojrzeniem, które zabijało mnie od środka. Przełknąłem głośno ślinę i podszedłem do James’a.

- Co zamierzasz ? – powiedziałem ostro i głośno uderzyłem dłońmi o jego biurko , opierając się o nie.

- Jak to co ? – uśmiechnął się szyderczo- zamierzam zarobić.

- To jest kurwa przesada.

- Co jest przesadą panie Bieber ?

- To do cholery! – pokazałem dłonią na dziewczyne – żywy handel ludźmi. Rozumiem narkotyki, nielegalne wyścigi, ale to ?! Przesadzasz i nadużywasz mojej cierpliwości-powiedziałem przez zaciśnięte zęby.

- A ty szczeniaku – wstał i uderzył dłońmi o biurko- wtrącasz się w nie swoje sprawy.

- Wypuść je.

- Po moim trupie – uśmiechnął się jeszcze do mnie ,po czym znów rozsiadł się wygodnie na swoim krześle.

- Da się załatwić- mruknąłem już sam do siebie.

Podszedłem do Kelsey i kucnąłem przy niej. Spojrzała na mnie, a po jej policzku spłynęła pojedyńcza łza, którą otarłem kciukiem.

- Nie zostawię was, wszystko będzie dobrze – szepnąłem i przytuliłem ją- wytrzymaj jeszcze chwile, przepraszam.

Nie odezwała się, jedynie skinęła delikatnie głową.
                                      *************

- Musi być kurwa jakieś wyjście- powiedział Mike siadając naprzeciwko mnie.

- No dokładnie – powtórzył Logan.

- Wiem chłopaki, ale to nie jest takie proste jak się wydaje. Trzeba znaleźć dobre rozwiązanie, bo inaczej wpakujemy się w jeszcze większe gówno niż dotychczas.

- Justin ma racje, nie możemy ryzykować, trzeba to mądrze rozegrać.

- Tylko kurwa jak, przecież on za każdym razem będzie o dwa kroki przed nami.

- Może nie dwa, a jeden, bo na najmądrzejszego nie wygląda.

- Tak ci się wydaje, jest bardziej przebiegły niż cokolwiek innego na tym pieprzonym świecie.

Naszą rozmowe przerwał dzwonek mojego telefonu, który leżał na stole. Wszyscy spojrzeliśmy w jego stronę, a ja podniosłem się i spojrzałem na ekran.

- To James- powiedziałem patrząc na chłopaków.

- Odbierz- powiedzieli w jednym czasie.

Przełączyłem na głośno mówiący i położyłem telefon z powrotem na stole.

-Halo ? – powiedziałem.

- Bieber, dzieciaku.- przewróciłem oczami- wieczorem przyjedź do mnie, mam dla ciebie robotę.

- Taa, to wszystko ?

- Chyba to by było na tyle. Około 20 chcę cię widzieć.

- Ta – rzuciłem jeszcze sucho i rozłączyłem się.

Wymieniliśmy się spojrzeniami, a między nami zapadła niezręczna cisza.

- Co on może chcieć od ciebie ? – spytał Ryan.

- Nie mam pojęcia, pewnie znowu jakaś brudna robota, której nie chce mu się samemu wykonywać lub zabrakło mu już ludzi.

- A może to coś związanego z dziewczynami ?

- Wątpię.

                                     ********

- No dalej ,wyłaź skurwielu –mówiłem praktycznie sam do siebie.

- Jesteś pewien, że to się uda ? Nie chcę żebyś kogoś zabijał. –powiedziała Kelsey, która cała się trzęsła.

- Nie ma innego wyjścia – odpowiedziała jej Miley i skrzyżowała ręce na piersi.

- Tak, nie mam innego wyjścia- dodałem.

- Chyba idzie.

- Nareszcie- wyrzuciłem ręce w powietrze z frustracji.

Schowałem broń w tylną kieszeń moich spodni i zakryłem ją bluzą. Wysiadłem z samochodu idąc w kierunku nieznajomego mi mężczyzny. Był sam, tak samo jak miejsce, w którym byliśmy było puste. Domek w środku lasu wyglądał jak z horroru. Słońce powoli zachodziło, więc ogarniał nas półmrok, jednak dokładnie mogłem się mu przyjrzeć. Nie wyglądał na miłego, a jego wyraz twarzy mówił zabije-każdego-kto-mi-się-nie-spodoba. W dodatku dochodzą do tego tatuaże, które pokrywały całe jego ręce i szyję. Co najbardziej przykuło moją uwagę, to były ślady poparzenia na połowie twarzy. Dopiero teraz zrozumiałem po co mu są dziewczyny. Był łysy i o głowę ode mnie niższy, co wyglądało śmiesznie. Nie bałem się go, może i wyglądał groźnie, ale fakt, że byliśmy tu sami sprawiał, że to ja byłem górą.

- Gdzie one są? – rzucił oschle spoglądając za mnie.

- Tak, cześć. – uśmiechnąłem się- są w samochodzie- dodałem jakby to było logiczne, ale sądząc po jego małej głowie, to rodzice nie obdarzyli go dużym mózgiem(o ile w ogóle go ma).

- Pokaż mi je.

Podszedłem do samochodu i otworzyłem drzwi. Dziewczyny spojrzały na mnie jednocześnie, a ja tak jak zaplanowaliśmy- złapałem Kelsey ostro za rękę i wyciągnąłem ją z samochodu. Pchnąłem lekko w kierunku mężczyzny i to samo zrobiłem z Miley. Chłopak podszedł i obejrzał je dokładnie. Klepnął Kelsey w tyłek i w tym momencie chciałem go zabić, ale wiedziałem, że to jeszcze nie ten moment. Dziewczyna zacisnęła powieki i przygryzła wargę, jak sądzę chciała mu oddać w mordę, ale się powstrzymała.

- Gdzie są pieniądze? – spytałem.

- Hm ? – mruknął wciąż patrząc Kelsey w cycki.

- Powiedziałem, gdzie są pieniądze? – rzuciłem już trochę ostrzej.

- Aaa no tak, tak- machnął ręką i poszedł do domku, po chwili wyszedł z niego z teczką.

Otworzył mi ją przed oczami, a mi ukazały się okrągłe dwa miliony dolarów. Oczy mi się zaświeciły, a on zamknął teczkę i mi ją wręczył.

- Będę częściej robić z wami interesy- powiedział z uśmiechem i odszedł do dziewczyn.

Wsadziłem szybko teczkę do samochodu i mrugnąłem światłami dając dziewczynom sygnał. W tej oto chwili Miley kopnęła go z tyłu w zgięcie nogi, a on upadł. Kelsey poprawiła dając mu w twarz i zaczęły uciekać. Ja przyłożyłem mu pistolet do głowy.

- Nie, proszę nie zabijaj mnie!

- Dlaczego ? Nie mam pewności czy nie pójdziesz do mojego szefa.

- Błagam, nie zabijaj mnie.

Nie posłuchałem. Nie oszczędzę życia komuś, kto próbował zniszczyć życie dwóm zwykłym dziewczynom. Pociągnąłem za spust i w tej samej chwili rozległ się strzał. Po kilku sekundach zaczęła sączyć się krew.
Zadzwoniłem do chłopaków i podałem im dokładne miejsce, aby przyjechali i zabrali stąd ciało. Dobrze mieć takich kumpli. Wróciłem do samochodu i usiadłem na miejscu kierowcy. Odwróciłem się na tylne siedzenie i spojrzałem na dziewczyny.

- Nareszcie mam to już za sobą.

- Teraz będzie tylko lepiej- uśmiechnąłem się i odpaliłem samochód wyjeżdżając na ulicę.
_____________________________________________________________________________


Przepraszam, że tak ciągle przerwy między rozdziałami, ale każdy kto pisze bloga na pewno rozumie. Często brakuje czasu + pisałem testy także naprawdę ciężko, ale myślę że zostaniecie !


poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Five

KELSEY

Po skończonych zakupach byłyśmy strasznie zmęczone, więc udałyśmy się do domu. Miałam zostać na noc u Miley, po ubłaganiu rodziców. Dalej nie byli do końca przekonani, ale obiecałam im, że zjawię się w szkole na czas, a po szkole będę punktualnie w domu. Myślę że uda mi się z tego wywiązać. Weszłyśmy do domu i zamknęłyśmy drzwi jako, że byłyśmy całkiem same. Postanowiłyśmy włączyć jakiś film. Poszłam na górę wziąć prysznic. Związałam włosy i umyłam swoje ciało . Gdy zeszłam po schodach Miley oglądała już i zajadała się popcornem. Usiadłam obok mojej przyjaciółki i dołączyłam się. Włączyła jakiś horror, jedyny gatunek filmowy, którego nie znoszę. Naprawdę, nie znoszę. Cholernie się boje, ręcę mi się trzęsą już nie wspominając o nogach. Na maksa wkręciłam się w akcje filmu i miałam dziwne przeczucia, że ktoś za mną stoi i obracałam się nerwowo co chwila za siebie. Usłyszałam dźwięk skrzypiącej podłogi, na początku myślałam, że to moje złudzenie i wszystko dzieje się w filmie. Później gdy dźwięk z każdą chwilą narastał, nie wiedziałam co mam o tym myśleć.

- Słyszałaś to ? - spytałam Miley i szturchnęłam ją łokciem.

- Ale co ? - powiedziała nie odrywając wzroku od telewizora.

- Skrzypienie podłogi pod czyimś ciężarem- odwróciłam się za siebie, ale nikogo nie zobaczyłam w tej ciemności.

- Nie przesadzaj, okej ? wiem, że film cię wciągnął, ale nie strasz mnie.

- Ja tylko mówię, że słyszałam.

- Dobra- Miley odłożyła popcorn- pójdę sprawdzić.

- Dziękuję- pisnęłam szczęśliwa i odprowadziłam ją wzrokiem.

Zniknęła mi z pola widzienia, natomiast do moich uszu dobiegły głośne krzyki i wołanie o pomoc. Na początku myślałam, że żartuje i chce mnie wkręcić, ale później zdałam sobie sprawę co tak naprawdę się dzieje. Szybko pobiegłam, żeby włączyć światło przy tym krzycząc i wołając o pomoc z nadzieją, że uratuje nas jakiś superbohater. Niestety po chwili tajemniczy mężczyzna złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Zamknął mi buzie swoją dłonią, a ja odruchowo go ugryzłam. Puścił mnie, a ja zdołałam wydobyć z siebie jeszcze jedno błaganie o pomoc. Na darmo moje krzyki i błagania, związał mnie i zakleił usta taśmą. Po chwili przerzucił przez bark i zaniósł do samochodu. W tej chwili wiedziałam już, że moje życie zamieni się w horror.

Zostałam zamknięta w bagażniku jakiegoś samochodu. Byłam cholernie przerażona, a Miley nie było przy mnie. Nie miałam pojęcia co z nami zrobią, ale cholernie bardzo się bałam. Zaczęłam płakać, łzy same wydostały się z moich oczu i zaczęły spływać po policzkach. Starałam się nie płakać i zacisnęłam powieki,
ale jeszcze bardziej się rozpłakałam. Czułam brak wolności, lęk i niepokój. Nie wiedziałam czego od nas chcą, ale od kilku dni zdawało mi się, że ktoś za mną chodzi. Obserwuje każdy mój krok i tylko czeka na odpowiednią chwile jaką była ta kilka minut temu. Jazda okazała się dla mnie wiecznością w ciasnym, ciemnym bagażniku ze związanymi rękami i zamkniętą buzią. Więzły były zaciśnięte bardzo mocno, a ja nie mogłam nic zrobić, żeby się uwolnić. W dodatku tak strasznie wbijały mi się i drażniły moją delikatną skórę. Po bodajże 40 minutach jazdy bagażnik otworzył się, a moje oczy oślepiły jaskrawy napis, nie mogłam go przeczytać , ponieważ z bliska raził moje oczy , które według mnie wieczność nie widziały się ze światłem. Zacisnęłam oczy, a chłopak wyciągnął mnie z samochodu i oddał drugiemu. Czułam się jak jakaś pieprzona zabawka przekazywana z rąk do rąk. Zaniósł mnie do pomieszczenia i posadził pod ścianą, a obok mnie Miley. Byłam na tyle blisko abym mogła położyć swoją dłoń na jej dłoni i tak tez zrobiłam zapewniając ją, że wszystko będzie dobrze chociaż  nie byłam tego pewna. Wysoki, czarnowłosy mężczyzna podszedł do nas i kucnął przed nami przyglądając się nam uważnie.

- Ej Bieber- krzyknął- całkiem ładne są.

Bieber ? Co do cholery ?

Miley spojrzała na mnie przerażona, a ja otworzyłam szerzej oczy. Po chwili do budynku wszedł Justin, tak dobrze mi znany i tak bardzo wydawało mi się, że mogę mu ufać..

JUSTIN

Usłyszałem krzyk Johna i zamknąłem samochód. Nie usłyszałem dokładnie co powiedział, więc chciałem się upewnić. Wszedłem do budynku i skinąłem głową zamykając za sobą drzwi. Włożyłem papierosa do ust i odpaliłem go. Zanim zdążyłem się zaciągnąć John wstał i odsłonił mi widok na dziewczyny. Przerzuciłem wzrok z Johna na jedną z dziewczyn, a papieros wypadł mi z ust. Otworzyłem buzię i wlepiłem wzrok w Kelsey. Mogłem dostrzec w jej oczach strach, lęk i ból. Kurwa, a chciałem ją bliżej poznać. Zawiodłem ją, wiedziałem to i mogłem sobie wyobrazić jak mówi, że nie chce mnie znać. Pewnie myślała, że wszystko już będzie okej jak zorientowałem się, że porwałem złą dziewczyne, ale… to dopiero początek kłopotów. Nie mam pojęcia co dalej będzie, bo przecież musze się wywiązać z tego co powiedziałem. Naprawdę nie wiem jak mogę mieć tak kurewskiego pecha przez całe życie. Akurat ją ?! NAPRAWDĘ ? Tyle dziewczyn na świecie, ale nie, akurat ona. Nie mógł se załatwić jakiejś dziwki do chuja? Nie, po co? Lepiej spieprzyć szansę na udaną przyjaźń. Ona jest moim zupełnym przeciwieństwem i może faktycznie ona by sprawiła, że bym się wyciszył emocjonalnie? Kto to wie ? Może ona by sprawiła, że bym odnalazł sens mojego życia? Kto mi teraz na to kurwa odpowie ? Nikt.. a wiecie czemu ? Bo zjebałem po całości. Nie do wiary, że musze tańczyć jak mi zagra. Niech się wypcha tą pieprzoną kasą. Złapałem się za głowę i spuściłem wzrok.

- Odklej im tą taśmę- powiedziałem do Zayna nie patrząc na Kelsey.

Zayn skinął głową i podszedł delikatnie odklejając dziewczynom taśmę. Gdy tylko to zrobił rozległ się głośny krzyk Kelsey, a po nim jeszcze Miley.
- Co ty sobie idioto wyobrażasz ?! Myślałam, że mogę ci ufać, że jesteś N O R M A L N Y – wykrzyczała Kelsey akcentując ostatnie słowo.
- Jesteś największą ciotą chodzącą na świecie, zrobiłeś to dla zabawy ? Żeby się pośmiać łajdaku ? To teraz nas wypuść kretynie, bo wcale nam nie jest do śmiechu!- tym razem krzyknęła Miley.

Nie odezwałem się, to było po prostu ponad moje siły i wierzcie mi lub nie, naprawdę czułem się chujowo jak jeszcze nigdy dotąd.

- Nagle zabrakło ci języka w gębie ?! Wypuść nas głupi debilu! – Kelsey krzyczała i miotała się po podłodze na wszytkie strony chcąc się uwolnić.

- Posłuchaj- warknąłem- to nie miało tak wyglądać. Ty nie miałaś być tą dziewczyną, ani ty – wskakazałem na nie – ale kurwa się stało i teraz nie mam pojęcia co będzie dalej.

- Jak to kurwa co ?! wypuść nas- warknęła Miley i wbiła we mnie wzrok chcąc wypalić we mnie dziurę.

- Nie mogę. Przykro mi- przeczesałem włosy palcami i pociągnąłem za ich końce.

- Nie możesz ? Nie możesz ?! Pójdziesz do więzienia ! Jeśli tylko mój ojciec nas znajdzie już jesteś posadzony za kratami na dożywocie rozumiesz ?! Ty i twoja banda kretynów !

Chłopaki patrzyli na mnie zdezorientowani całą sytuacją, a ja tylko gapiłem się w podłogę. Nie umiałem im wytłumaczyć o co chodzi, bo faktycznie jak to stwierdziła Kelsey- zabrakło mi języka w gębie. Chciałem cofnąć czas, lub chociaż zatrzymać, żebym mógł uciec jak najdalej, ale niestety nie mogłem. To wszystko zaczynało mnie przerastać, a jakby tego jeszcze było mało przyjechał mój szef. Wspominałem wam jak bardzo go nienawidzę? Tak, teraz nienawidzę go o 1000000 razy bardziej. James to był skurwiel. Wielki, bezuczuciowy, chytry na pieniądze skurwiel. Usłyszałem tylko dźwięk otwierających się drzwi, a po chwili ciężkie stąpanie po ziemi James’a i jego goryli. Dalej stałem w totalnym bezruchu ze spuszczoną głową. Podniosłem jedynie wzrok na dziewczyny, które na widok James’a przestały z całych sił krzyczeć i miotać się po podłodze. Zamknęły buzię i wpatrywały się w niego jak w obrazek z szeroko otwartymi oczami.

- Bieber- warknął- zrobione tak jak prosiłem ?

Nie odpowiedziałem, dalej stałem ze spuszczoną głową. James podszedł  i szarpnął moje ramie odwracając mnie w swoją stronę.

- Jak się pytam- powiedział surowym i pełnym jadu głosem- to masz odpowiadać.

- Tak, jasne- wymamrotałem.

- Co ? Nie słyszę ? – zbliżył się do mnie, a ja chciałem go odepchnąć, ale wiedziałem, że skończy się to źle.

- MÓWIĘ, ŻE JASNE- krzyknąłem mu w twarz.

- Tak, dobrze- klepnął mnie lekko w policzek i podszedł do dziewczyn.

Kucnął przed nimi i każdej z osobna się przyjrzał. Przestraszone patrzyły na niego z niesamowitym lękiem w oczach. Kelsey spoglądała raz na mnie, a raz na niego.

- Co my tu mamy ? Nawet ładne – złapał Kelsey za brodę i obejrzał ją, ale napluła mu w twarz.

- Nie waż się mnie dotykać śmieciu- powiedziała ostrym tonem głosu, a ja wiedziałem, że skończy się to źle.

- Ty suko ! – krzyknął wycierając twarz i wymierzył rękę w jej policzek.

Usłyszałem tylko rękę obijającą się o skórę i jęk Kelsey . Od razu zareagowałem.

- Ej kurwa ! Nie waż się jej bić- popchnąłem go, a on upadł.

- Bieber, ty śmieciu chyba zapomniałeś kto tu rządzi, brać go- powiedział do swoich goryli, a oni złapali moje ręce. James wymierzył kilka ciosów w mój brzuch, ale nie bolało, ponieważ mocno go napiąłem. Chłopaki stali, ale od razu wkroczyli do akcji. Odepchnęli Jamesa i zaczęli go bić. Goryle mnie puścili i rzucili się na Johna. Kopnąłem Jamesa, a on znowu upadł. To była walka między mną, a nim ,ponieważ chłopaki mieli do załatwienia goryli. Przycisnąłem go do podłogi kolanem i zacząłem bić po twarzy. Wymierzyłem kilka ciosów w nos i obiłem policzki. Na pewno będzie miał siniaka pod okiem, bo dość mocno uderzyłem. Odepchnął mnie, a ja upadłem na plecy. Teraz on miał władzę i wykorzystał ją należycie. Złapał moje ręce i wykręcił. Podniósł mnie i spojrzał prosto w oczy.

- Pamiętaj, że ty jesteś nikim, a ja jestem kimś i jeśli będziesz próbować przeciwstawić się mi, to marny twój los.

Po tych słowach uderzył mnie w brzuch z całej siły i tym razem zabolało. Przerzucił przez bark i uderzyłem o podłogę. Krew zaczęła sączyć się ze mnie, a on nie przestawał. Bił mnie po twarzy i tułowiu, kopał i uderzał nie patrząc gdzie. Przegraliśmy i to była najgorsza porażka w moim życiu. Związali chłopaków i rzucili ich w kąt całych obolałych i nieprzytomnych. Ja natomiast leżałem na środku magazynu z rozłożonymi rękami i nogami. Miałem otwarte oczy, ale powoli opadały i traciłem świadomość. Słyszałem krzyk Kelsey, która wołała o pomoc. Krzyczała do mnie, żebym wstał i walczył, że nie mogę umrzeć i jej zostawić. Krzyczała ile mogła, ale nie byłem w stanie się podnieść. Czułem, że tracę świadomość. Przekręciłem głowę i zobaczyłem jak wynoszą dziewczyny z magazynu. Zamazany obraz w końcu znikł, moje oczy zamknęły się, a ja straciłem jakikolwiek kontakt ze światem.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Four

KELSEY 

Dźwięk budzika drażnił moje uszy, musiałam wstać, żeby wyłączyć tą irytującą melodie. Leniwie przeciągnęłam się na łóżku i wyłączyłam budzik. W łazience doprowadziłam się do porządku. Nie wyglądałam źle, jednak nie miałam zbytnio ochoty ani siły, żeby jakoś nie wiadomo jak się stroić. Spakowałam wszystkie potrzebne mi rzeczy do torebki i zeszłam po schodach do mojej rodziny. Ten dom tętni życiem od świtu. Położyłam torbę na ziemi i usiadłam przy stole wpatrując się w mojego ojca. Czytał gazetę, ale nawet na mnie nie spojrzał. Było mi poniekąd przykro, że całe dzieciństwo praktycznie nie miałam ojca, ale przyzwyczaiłam się właściwie. Nie pytając o nic, spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 7:50. Przeklnęłam pod nosem i pożegnałam się z rodziną. Założyłam buty i chwytając torbę, wybiegłam z domu. W szybkim tempie znalazłam się w mojej szkole. Wyjęłam odpowiednie książki z szafki i chciałam się odwrócić, ale ktoś zasłonił mi oczy.

- Dzień dobry

- Dzień dobry Logan - powiedziałam uwalniając się.

- Jak się dziś masz ? - spytał z uśmiechem

- Całkiem dobrze - odpowiedziałam zamykając szafkę.

Ruszyłam przed siebie, a Logan za mną. Naprawdę nie wiem co sprawiło, że po tylu latach moich zalotów dopiero teraz zdecydował się ze mną pogadać. Nigdy nie dał mi nawet ziarenka nadziei, że mnie lubi czy coś. Po prostu nasze relacje wyglądały mniej więcej tak, że powiedzieliśmy sobie " cześć" i każde szło w swoją stronę. Wydało mi się to naprawdę podejrzane. Po drodze do klasy natknęliśmy się na Miley, która wydawała dziwne odgłosy zachwytu i robiła różnego rodzaju miny. Zażenowana pożegnałam się z Loganem i podeszłam do mojej przyjaciółki.

- Wyglądałaś jak dałn - powiedziałam bez chwili zawahania.

- Ty i Logan, o boże, bylibyście taką ładną parą.

- Wiem to - przygryzłam wargę- ale nie będziemy, on jest inny niż myślałam.

- Nie nadążam - podniosła ręce w geście obronnym.

- Ja po prostu zmieniłam zdanie. Jestem jakaś dziwna od kilku dni, to wszystko przez tą impreze.

- To przez Justina. - zaśmiała się, ale to akurat nie było zbytnio zabawne.

- Czy wszystko musi kręcić się wokół niego ? Ja go nawet nie znam.

- Ja go znam. I pierwszy raz to powiem, ale słuchaj- przybliżyła się do mnie i spojrzała mi w oczy aż się przeraziłam- wszystko fajnie, przystojny, urodziwy chłopak, ale nie dla ciebie.

- Co ? - wytrzeszczyłam oczy - nawet nie myślałam nigdy, że ja... ja i on ? - gorzko się zaśmiałam.

- Widzę jak na ciebie patrzy, a jak ty na niego. Nie kłam, bo znam cię już dość długo by wiedzieć kiedy jakiś chłopak zawróci ci w głowie.

- Ale ja naprawdę- starałam się bronić- nie chciałabym z nim być.

Miley odetchnęła z ulgą. Chciałam spytać ją pod jakim względem Justin " nie jest dla mnie ", ale zadzwonił dzwonek na lekcje.
                                                                 
 Czas jakby się zatrzymał, tak jakby stał w miejscu, ale ludzie dalej poruszali się. Tak jakby ciągle była ta sama godzina. Niesamowite jak czas potrafi lecieć i jak potrafi zwolnić. Po skończonych lekcjach poszłam z Miley na zakupy.

JUSTIN                                                      

Wstałem dziś bardzo późno, wierzcie lub nie , ale w samo południe. Może i bym spał dłużej gdyby nie to, że zostałem wezwany do pracy. Nie mówię tu o warsztacie, tylko brudna robota. Usiadłem na łóżku i przeczesałem włosy. Moje życie było beznadziejne, ale nic nie mogłem na to poradzić. Ubrałem się i umyłem twarz wodą. Wyszedłem z domu do garażu i wyjechałem z niego moim samochodem. Po chwili byłem już u mojego szefa, którego szczerze nienawidziłem.

- Co się stało, że tak nagle mnie wezwałeś ?

- Mamy nowy interes i wypadłoby cię wtajemniczyć w nową robotę, synku- nienawidziłem gdy mówił do mnie " synku".

- To znaczy jaką ?

-  Usiądź sobie i rozgość się- powiedział zaciągając się papierosem.

Zrobiłem tak jak mi kazał , wbiłem wzrok w niego i zacząłem wiercić dziurę. Skurwiel był odporny.

- Justin, chłopcze oboje wiemy, że masz dar do kobiet- nie rozumiałem do czego zmierzał, ale słuchałem dalej jego wypowiedzi- w końcu możesz się wykazać.

- W jaki sposób ? - oblizałem wargi w niepewności

- Mamy zlecenie. Pewien mój dobry znajomy zażyczył sobie dwóch dziewczyn od nas. Zapłaci duża sumkę pieniędzy za te laleczki dlatego  nie odmówiłem mu.

- Co ja mam z tym wspólnego do chuja ?

- Po co te nerwy ? przejdźmy do rzeczy. Będziesz nadzorował porwanie, a potem dostarczysz je tam gdzie trzeba i odbierzesz pieniądze.

- Porwanie? Ile ?

- Dwa miliony dolarów, chyba jest to warte twojej uwagi ?

- Nie będę nikogo porywał- wstałem i skierowałem się do wyjścia, ale dwóch goryli zablokowało mi drogę. Wykręcili  mi ręcę i odwrócili w stronę James'a  , bo tak nazywa się mój  szef. Podszedł do mnie i poklepał mnie lekko po twarzy.

- Zrobisz co ci każę,a wiesz dlaczego ? bo jesteś moją własnością i w jednej chwili mogę cię zniszczyć- po tych słowach uderzył mnie z całej swojej pierdolonej siły, otwartą dłonią w policzek. Syknąłem z bólu i starałem się wyrwać tym gorylom z uścisku, ale trzymali mnie zbyt mocno.

- Dobra zrobię to, ale niech oni mnie puszczą.

- Puśćcie go - rozkazał, a ja po chwili poczułem ogromną ulgę, jeszcze chwila i połamaliby mi obie ręce.

- Kiedy to wszystko ma się dziać ?

- Jeszcze dokładnie nie wiemy, ale myślę,że dziś będzie już wiadomo, które dziewczyny będą skazane na sprzedanie za granicą.

Czułem do siebie wstręt. Nigdy bym nie chciał,żeby coś takiego zdarzyło się mi, ale przecież ja dbam tylko o własną dupę. Wyszedłem z biura James'a i udałem się do domu. Resztę dnia spędziłem czekając na telefon od Zayna. Nie mogłem wysiedzieć na dupie i ciągle chodziłem w kółko aż postanowiłem wziąć prysznic. Gdy z niego wyszedłem, ubrałem się, a mój telefon zaczął dzwonić. To był mój długo wyczekiwany telefon.

- Mamy je. - usłyszałem po drugiej stronie.

- Jak to macie ?

- Obserwujemy je. Facet spośród wszystkich dziewczyn, wybrał akurat je. Jutro będzie wiadomo gdzie musimy je zawieźć, ale teraz trzeba dowiedzieć się o nich jak najwięcej i znaleźć odpowiedni moment.

- Dobra, czekam na kolejne informacje- rozłączyłem się.

Nie wiem dlaczego się na to zgodziłem.. ah no tak, nie mam wyjścia. Ciągle usprawiedliwiam się tym, że nie mam wyjścia, ale powinienem się postawić. Te dziewczyny nie zasłużyły by być zabawkami jakiegoś alfonsa. Co gorsza będą porwane i już prawdopodobnie nigdy nie wrócą do domu. Załatwię im totalnie zjebane życie dla jakichś pieprzonych 2 milionów dolarów. Żadne pieniądze nie są tego warte. Będę się smażył w piekle i totalnie na to zasługuje, ale jak najdalej od James'a.

Pod wieczór Zayn znów zadzwonił informując mnie, że lepsza okazja od tej już nigdy się nie przytrafi. Nie byłem psychicznie gotów na to, ale musiałem to zrobić. Miałem informacje o nich, czytając je tak jakby obijały mi się o uszy ich imiona , ale wydawało mi się to złudzeniem.

Imię i nazwisko  : Kelsey Evans
Lat: 17
Kolor włosów: Brązowe
Kolor oczu: Brązowe
Cechy charakterystyczne: Blizna na brzuchu

Imię i nazwisko: Miley Cyrus
Lat : 17
Kolor włosów: Brązowe
Kolor oczu : Zielone
Cechy charakterystyczne : Tatuaż na lewym nadgarstku, kolczyk w wardze.

To wszystko wydawało mi się jakoś dziwnie znajome, a imię Kelsey odbijało się w mojej głowie.  Skąd ja znam tą dziewczynę ? Dopiero wtedy przypomniałem sobie o ostatniej imprezie, ale wykluczyłem ją, bo nie zgadzał mi się wiek, a nie miałem pojęcia jak miała na nazwisko.

Dziewczyny były  w bogatej dzielnicy, w wielkim domu, całkiem same. To była idealna okazja do uprowadzenia ich bez większego wysiłku. Pojechałem w wyznaczone miejsce i zaparkowałem trochę dalej od domu,w którym przebywały. Poszedłem do busa, którym miały zostać przewiezione do swojego " właściciela". One nie były niczego świadome. Cieszą się życiem nie wiedząc, że za niedługo stracą je na zawsze. Wszedłem do środka i przywitałem się z chłopakami.

- Jaki mamy plan ? - spytał Zayn.

- Jak to kurwa jaki ? Musimy tam wejść. Chodźcie.

Wyszliśmy z busa i przeskoczyliśmy przez ogrodzenie. Kazałem chłopakom spojrzeć przez okno co robią, a ja zabrałem się za drzwi. Po mistrzowsku otworzyłem je i wszedłem do środka, a oni za mną. Mieliśmy przy sobie sznury i taśmę. Podłoga skrzypiała pod naszym ciężarem, a one chyba to usłyszały.

- Słyszałaś to ? - spytała jedna drugą

- Tak, boje się- odpowiedziała, a moje sumienie znów ugryzło mnie w dupę.

Usłyszałem kroki, gdy była wystarczająco blisko złapałem ją za rękę i wykręciłem. Zaczęła krzyczeć, ale zatkałem jej buzię. Przy pomocy Zayna związałem ją i zakleiłem jej usta taśmą. Jej koleżanka zdążyła nam uciec, ale nie daleko. W całym domu było strasznie ciemno. Dziewczyna zaczęła uciekać i krzyczeć ile sił, ale złapałem ją za rękę i zamknąłem buzię.

- Jak nie będziesz krzyczeć, to będę miły - powiedziałem, a ona ugryzła moją dłoń. Odruchowo puściłem ją, ale za chwilę znów złapałem i tym razem nie zdołała się uwolnić. Przerzuciłem ją przez bark i zaniosłem do samochodu. Tak szybko jak to było możliwe. Zamknąłem  za sobą drzwi i zakryłem  wszelkie ślady uprowadzenia. Odjechaliśmy z piskiem opon do starego magazynu, w którym jak na razie musiały zostać...

____________________________________________________________

Chwilowe zachwiania były, ale już jestem! I opowiadanie będzie trwało.
Komentujcie !

piątek, 28 marca 2014

Three.

JUSTIN 

Kelsey spojrzała na mnie i podniosła brew, ale nie odezwała się. Szybko zapięła pasy i odjechaliśmy. Trochę ją chciałem postraszyć więc jechałem bardzo, bardzo szybko. Na zakrętach wykonywałem drifty, a ona coraz głośniej piszczała, co mnie strasznie śmieszyło. Po około 20 minutach jazdy dojechaliśmy na miejsce. Kelsey jeszcze poprawiła włosy i makijaż, jak zwykle. Wysiadłem z samochodu i ruszyłem do wejścia, ale odwracając się nie zobaczyłem obok Kelsey. Spojrzałem na nią pytająco, a ona dała mi do zrozumienia, że nie wysiądzie dopóki jej nie otworzę drzwi. Przewróciłem moimi piwnymi oczami i otworzyłem księżniczce drzwi, żeby mogła wysiąść. Czy tylko mi się wydaję, że jest mega irytująca? Złapałem ją za nadgarstek i przecisnąłem się przez tłum imprezowiczów. Dom był duży, obok miał basen no i przede wszystkim nie mogłem oderwać wzroku od dziewczyn, które plątały się obok mnie. Kelsey była troszkę znudzona, bo to chyba nie były jej klimaty, no ale cóż, nie miała wyjścia i musiała się dobrze bawić. Zobaczyłem moich znajomych siedzących na kanapie, więc podeszliśmy do nich. Wtedy puściłem jej rękę , a ona stanęła obok mnie ,uważnie się rozglądając. Przywitałem się z każdym, a potem przedstawiłem moją osobę towarzyszącą. Wszyscy byli ciekawi co to za dziewczyna i widziałem, że kilku moich kolegów miało na nią ochotę, ale chciałem im uświadomić w jakiś sposób, że to nie jest typowa dziewczyna dla nich i , żeby trzymali się od niej z daleka. Posłałem im mordercze spojrzenie i widziałem, że trochę się speszyli, więc udało mi się. Usiedliśmy, zamówiłem jej drinka i kolejnego, i kolejnego aż w końcu stało się. Kelsey chyba po raz pierwszy w życiu upiła się. Potem na dworze, już kompletnie pijani zaczęliśmy grać w prawdę i wyzwanie. Było to jak najbardziej idiotyczne, ale cóż, jeśli jest się pijanym to tak właściwie nic nie ma sensu. Kelsey miała dość dużo pytań i dzięki temu moi znajomi mogli lepiej ją poznać. Dużo się o niej dowiedzieli, aż w końcu wzięła wyzwanie. Było to wyzwanie od mojego kumpla- Nicka.

- Pocałuj Justina- powiedział Nick, a Kelsey delikatnie się zarumieniła i cmoknęła mnie w policzek.

Potem jeszcze chwilę graliśmy, wyzwania były naprawdę idiotyczne, ale było przy tym dużo śmiechu.

- Chodź potańczymy, nie tańczyłam nigdy z tobą- szepnęła mi na ucho Kelsey i złapała mnie za rękę. " Nie tańczyłam nigdy z tobą " , zaśmiałem się pod nosem i pokręciłem głową. Znam ją przecież dwa dni, więc jak mogliśmy ze sobą tańczyć? Położyłem ręce na jej biodrach, a ona swoje zarzuciła mi na szyję. Kołysaliśmy się w rytm muzyki ciągle patrząc sobie w oczy. Po dłuższym czasie  położyła głowę na moim ramieniu tym samym zbliżając się do mnie jeszcze bardziej. Nie protestowałem. Po tańcu wypiliśmy jeszcze trochę i udaliśmy się do samochodu.Usiedliśmy z tyłu auta. Kelsey była juz trochę zmęczona tym wszystkim więc zasnęła mi na kolanach, a ja sam odpłynąłem w głęboki sen.

KELSEY

Nieprzyjemne światło padało na moją twarz i tym samym rozkazywało  mi abym wstała. Niechętnie otworzyłam oczy by zobaczyć gdzie jestem.

- Cholera- mruknęłam do siebie i zaczęłam się rozglądać.

Na początku nie wiedziałam co się dzieje, gdzie ja jestem i w ogóle urwał mi się film z wczoraj, ale zobaczyłam Justina opartego o szybę i wszystko sobie przypomniałam. Potrząsłam nim trochę, żeby się wybudził, ale nic to nie dało.

- Justin- powtarzałam w kółko, tak jakby do siebie. - JUSTIN - krzyknęłam mu do ucha.

- Co się dzieje ?! - powiedział półsenny- pół wystraszony

- Po prostu nie śpij.

- Co ? dlaczego mam nie.. - otworzył oczy i przetarł je- cholera, która godzina ?

- Już jest dziesiąta, moja mama niedługo będzie wstawać, Justin musimy jechać.

Chłopak nie protestował i szybko przesiadł się na miejsce kierowcy, a ja na pasażera. Szybko pojechaliśmy, nie narzekałam tym razem, bo naprawdę chciałam być jak najszybciej to możliwe w domu. Zaparkował troszkę dalej od mojego domu.

- Dobra lecę, dzięki- uśmiechnęłam się i wysiadłam z samochodu.

- Zadzwonie- powiedział zanim trzasnęłam drzwiami.

Podeszłam do okna, a Justin odjechał z piskiem opon. Wspięłam się i weszłam oknem do domu. Przebrałam w piżamę, zmyłam makijaż i położyłam się do łóżka. Po jakichś 15 minutach do mojego pokoju weszła mama.

- Ty jeszcze nie wstałaś? Kochanie mamy tyle do zrobienia dzisiaj! - klasnęła w dłonie podekscytowana.

- Mamo jestem zmęczona- mruknęłam i przewróciłam się na drugi bok.

- Wstawaj i nie marudź- wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi.

Mój sen nie trwał długo, bo znów po 15 minutach przyszła.

- No wstawaj ile razy mam ci powtarzać?

- Mamo, proszę, potrzebuję snu.

- Śpi się w nocy- podniosłam się z myślą, że może coś podejrzewać- no już, już wstawaj.

Opadłam z powrotem na łóżko, kocham moją mamę, ale czy nie może mi dać odrobiny spokoju gdy go potrzebuję? Zwlokłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Spojrzałam na siebie w lustrze, moje oczy mówiły mi, że potrzebuję snu. Zakryłam jakoś cienie pod oczami makijażem, uczesałam się i ubrałam. Zeszłam na dół, a mój tata spojrzał na mnie przez chwilę i znów wrócił do pracy. Nigdy go nie ma, a jak już jest to tylko pracuje i pracuje. Wiem, że chce jak najlepiej, ale wymagając ode mnie, żebym była jak najlepsza córką to on powinien być jak najlepszym ojcem. Zjadłam szybko śniadanie i w błyskawicznym tempie znalazłam się w samochodzie mamy jadąc na zakupy. Super, ale ja chcę spać. Zauważyłam, że mama jedzie bardzo wolno i denerwowało mnie to, no bo nigdy tam nie dojedziemy.

- Mamo, jedziesz strasznie wolno, nie mogłabyś przyśpieszyć? - mruknęłam znudzona

- Co ? bardzo wolno ? jadę 80km/h, nie przesadzasz? - spojrzała na mnie, a ja walnęłam się w myślach w ten pusty łeb.

- A nie okej, przepraszam. - powiedziałam i zsunęłam się na krześle trochę niżej.

Wydawało mi się, że moja mama jedzie tak wolno, ponieważ jedyną osobą, z którą jeździłam w ostatnim czasie to Justin. A on z kolei jedzie 150km/h. Mama zaparkowała obok centrum handlowego i weszłyśmy do środka. Po 3 godzinnych  zakupach usiadłyśmy w kawiarni. Dostałam sms, co chyba słyszała cała kawiarnia, więc się trochę speszyłam, ale przeczytałam. Był od Justina.

" Jak się masz ? żyjesz w ogóle ? xoxo "

Uśmiechnęłam się do telefonu i odpisałam :

" Nie żyję, jak weszłam to położyłam się na 15 minut, a potem mama zwlokła mnie z łóżka i ciąga po sklepach. Ratunku, chcę tylko do łóżka i to twoja wina ! "

Po 2 minutach dostałam odpowiedź :

" Jaka moja wina? sama chciałaś iść :) Dziś też po ciebie wpadnę, może jakiś spacer ? "

Chciałam gdzieś z nim wyjść, bo odziwo polubiłam jego towarzystwo, ale jutro szkoła więc nie mogłam. Odpisałam :

" Nie mogę , bo muszę się uczyć, ale kiedy indziej obiecuję ;* ".

Skończyłam rozmowę z Justinem, a z mamą wróciłam do domu. Resztę dnia spędziłam przy nauce i słuchaniu muzyki. Gadałam też przez telefon z Miley i opisywałam jej całą historię związaną z imprezą. Oczywiście była ze mnie dumna, że znów uciekłam i poszalałam. Jak można to tak nazwać. Około 22 położyłam się spać. Nie byłam świadoma tego co czekało na mnie jutro. Nigdy bym się tego nie spodziewała....

_____________________________________________________________________

Podoba się? :D Komentujcie!!
PS przepraszam, że taki krótki, ale jestem dziś zmęczony. Do wtorku :)

wtorek, 25 marca 2014

Two.

KELSEY

Rano obudziłam się z jakimś dziwnym uczuciem. Nie piłam dużo, ale mimo to dziwnie się czułam. Przeciągnęłam się na łóżku i spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 12:05. Otworzyłam szerzej oczy upewniając się, że spałam tak długo i szybko wstałam. Ogarnęłam się w miarę możliwości, przebrałam i zeszłam na dół jak gdyby nic. Mama czytała jakąś gazetę, taty nie było, a moi bracia gdzieś wyszli.

- Cześć mamo- przywitałam się, siadając obok niej.

- O nareszcie wstałaś- spojrzała na mnie zza okularów, chyba się domyślała...- długo spałaś, dobrze się czujesz ?

- Tak, wszystko w porządku, po prostu .. długo się uczyłam. - boże, jak ja kłamie.

- No dobrze. Wiesz co? - mama wstała i podeszła do okna- zaszła tu jakaś dziwna sytuacja.

- To znaczy ? - stanęłam obok niej i zobaczyłam podeptane kwiatki i rozwaloną ławkę.

- No nie wiem co tu się stało, ale trzeba to posprzątać zajmij się tym proszę- przygryzłam wargę na wspomnienie wczorajszej nocy. Stanęłam na ławkę, która się złamała i spadając z niej upadłam na kwiatki, które również się zgniotły pod moim ciężarem. Dobrze, że nic nie podejrzewa.

- Dobrze mamo, już idę. - uśmiechnęłam się i wyszłam na dwór. Wzięłam się za ratowanie biednych roślin. Te, które umarły całkowicie[*] , wykopałam z ziemi i wyrzuciłam do worka. Te, które przetrwały podlałam, powyrywałam też chwasty i posprzątałam ławkę. Zabrałam  wszystko ze sobą, żeby wyrzucić do kosza. Słońce bardzo, bardzo mocno grzało, więc trochę się zmęczyłam, ale nie narzekam. Lubię jak jest ciepło, ponieważ nie znoszę zimy. Wyrzuciłam wszystko, posprzątałam i wróciłam do domu. Przez resztę dnia, jadłam lody i oglądałam dramaty. Tak, to kocham. Dopiero tak po godzinie 16:00 zadzwoniła do mnie Miley. Umówiłyśmy się w parku, żeby pogadać. Zwlokłam się z kanapy i odstawiłam lody. Przebrałam się, znowu. Czemu ja się ciągle przebieram? Wyszłam z domu i po 5 minutach byłam w ustalonym miejscu. Miley już na mnie czekała i szeroko się uśmiechała. To było dziwne. Usiadłam obok niej na ławce

- Co się tak cieszysz ? - zmarszczyłam brwi

- A nic, nic - przeniosła wzrok przed siebie, dalej się uśmiechając.

- Jesteś dziwna- machnęłam ręką i oparłam się o oparcie ławki.

- Ej co ty masz na ręce? - złapała moją rękę i spojrzała na nią, a potem na mnie. Kurde, zapomniałam o tym, że Justin(?) chyba Justin, zapisał mi swój numer. Nie chciało mi się do niego dzwonić, bo nie był w moim typie.

- Nic - wyrwałam rękę- to tylko numer.

- No widzę- przewróciła oczami-ale czyj numer ?

- Pamiętasz chłopaka, który mnie odwoził ?- Miley skinęła głową- no to jego numer.

- Nie gadaj, że zapisał ci swój numer ! - otworzyła buzię, a po chwili ją zamknęła.

- No tak, a co w tym dziwnego ?

- No nic. Wiesz co to oznacza ?

- Nie zadawaj mi trudnych pytań- przewróciłam oczami.

- To, że mu się spodobałaś ! - pisnęła mi prosto do ucha, jak zwykle.

- Ciszej, błagam ciszej. On nie jest w moim typie. - wzruszyłam ramionami jakby to było oczywiste.

- Jesteś okropna.

- Co ? Dlaczego ?

- Jak nie może ci się on podobać? JAK ?! - krzyknęła, a ja ponownie ją uciszyłam. Jak można być tak głośnym człowiekiem?

- Normalnie, proszę cię nie ciągnijmy tego tematu. On po prostu nie jest w moim typie, zrozum.

- Matko boska... - Miley westchnęła.

Reszta rozmowy była o chłopaku, którego poznała Miley, o obgadywaniu i plotkowaniu. No typowe babskie sprawy. Przyjaciółka odprowadziła mnie do domu, bo nie lubię sama wracać.

- Jestem ! - krzyknęłam w progu zamykając drzwi, ale nie usłyszałam odpowiedzi.

Bracia grali w gry na konsoli, mama robiła kolacje, tata pracował przy laptopie. Standard. Weszłam do swojego pokoju i włączyłam mojego laptopa. Facebook, twitter, instagram itp. Dość dużo ludzi dziś szło na jakąś imprezę urodzinową Ashley. Nie znam żadnej Ashley. Potrząsnęłam głową i zabrałam się za czytanie książki. Krwawy dramat z odrobinką miłości, na samotne wieczory, które przypominają mi jak cholernie samotna jestem. Super. W trakcie czytania zasnęłam i odpłynęłam w głęboki sen.

Z mojego snu wybudziło mnie ciche stukanie w okno. Na początku wystraszyłam się, ale podeszłam do okna po cichu i otworzyłam je. Spojrzałam w dół i zobaczyłam bruneta z idealnie ułożonymi włosami i z idealnym uśmiechem przyklejonym do ust. Chyba miał satysfakcje, że wreszcie mnie obudził.

- Justin co ty tu robisz ?! - krzyknęłam szeptem

- Zabieram cię na imprezę- uśmiechnął się, a ja złapałam się za głowę...


JUSTIN

Obudziłem się bardzo wcześnie rano. Miałem dziś dużo pracy  i od razu wstałem. Ubrałem się, zjadłem szybko śniadanie i wybiegłem z domu. Otworzyłem garaż, potem samochód i wyjechałem nim na ulice. Po chwili na pełnym gazie odjechałem. Po 20 minutach jazdy zaparkowałem koło baru i wszedłem do środka. Od razu zauważyłem szczupłą blondynkę, która obsługiwała klientów. Uśmiechnąłem się na widok mojej siostry i podszedłem do niej.

- Czy mogę przyjąć zamówienie ? - powiedziała nie patrząc na mnie.

- Tak, poproszę shake waniliowego, dużego.

Dziewczyna dalej na mnie nie spojrzała tylko zabrała się za robienie shake'a. Podała mi go, a potem słomkę i dopiero wtedy spojrzała na mnie, na jej usta od razu wkradł się uśmiech.

- Juuuuustin!- przeciągnęła i przytuliła mnie w miarę możliwości- co ty tutaj robisz ?

- Już nie można odwiedzić cudownej siostry ? - zaśmiałem się.

- Można, oczywiście - uśmiech nie schodził jej z twarzy. Jazmyn była taką słodką dziewczyną, jeszcze kiedyś małą, a teraz już dorosła kobieta.

- Posłuchaj- odstawiłem shake'a i sięgnąłem do kieszeni wyciągając białą kopertę- tutaj masz pieniądze na kolejny tydzień dobrze ?

- Justin.. prosiłam cię o coś, chcę być samodzielna- oddała mi kopertę.

- Zwrotów nie przyjmuje- pocałowałem ją w policzek i ruszyłem do wyjścia zabierając shake'a.

- Okropny ! bardzo okropny ! - usłyszałem jeszcze zanim wyszedłem i uśmiechnąłem się sam do siebie.

Kolejne godziny spędziłem na załatwieniu spraw związanych z mieszkaniem, samochodem itp. Około godziny 12 zjawiłem się w pracy. Przebrałem w ubranie robocze i zabrałem się za naprawianie samochodów, motocykli. Na początek zabrałem się za świeżo przywiezione Audi r8. Przejechałem ręką po masce i otworzyłem ją. Spojrzałem w głąb, poruszałem moimi rączkami i bum. Auto zapaliło. Haha, ma się te moce.

- Czy będzie już działać ? - seksowna blondynka spojrzała na mnie, a ja skinąłem głową.

- Niech pani wsiądzie i odpali samochód.

Tak też zrobiła, a samochód nie protestował i zaczął działać. Blondynka podziękowała i odjechała. Dziewczyny są takie nieporadne. Od razu pomyślałem o Kelsey, też jest taka jakby nieporadna. Nawet wejść przez okno nie potrafi. Gdy skończyłem pracę, wróciłem do domu. Dostałem kilka sms z zaproszeniem na imprezę urodzinową jakiejś Ashley. Pomyślałem , że darmowy alkohol, dobra zabawa by mi się przydała. Wykąpałem się, przebrałem i wsiadłem do samochodu. Przez chwilę próbowałem sobie przypomnieć adres Kelsey aż wreszcie wpadł mi do głowy. Zaparkowałem w bezpiecznej odległości od jej domu i powoli zbliżyłem się do okna, które miało należeć do Kelsey. Rzucałem kamykami, głośno szeptałem, ale nie dostałem odpowiedzi. Pewnie spała, czy coś. Już chciałem się poddać i rzuciłem ostatnim kamykiem zrezygnowany aż wreszcie zobaczyłem jak wychyla się zza okna i uśmiechnąłem się.

- Justin co ty tu robisz ?! - krzyknęła szeptem.

- Zabieram cię na impreze.- uśmiechnąłem się.

Wszedłem oknem do pokoju Kelsey i usiadłem na łóżku. Czekałem z jakieś 30 minut aż skończy się szykować i wreszcie zobaczyłem coś czego się nie spodziewałem. Jak to możliwe, że ta sama osoba w dzień zmienia się w nocy , w inną osobę ? Przed 30 minutami widziałem słodką, nieporadną dziewczynę, bardzo grzeczną, a teraz widzę seksowną, pociągającą kobietę. JAK?! potrząsnąłem głową, gdy Kelsey popstrykała mi palcami przed nosem.

- Ładnie wyglądasz- uśmiechnąłem się zadziornie, a ona przewróciła oczami.

Wyszliśmy przez okno, oczywiście Kelsey miała z tym wielki, wielki problem. Wsiedliśmy do samochodu,a ja go odpaliłem. Odziwo nie zaczęła nerwowo zapinać pasów.

- Zapnij te pasy, szykuje się niezła jazda- powiedziałem patrząc przed siebie z wielkim uśmiechem na ustach.

______________________________________________________________

2 rozdział, tak jak obiecałem są co 4 dni, wieczorami :) Czasem mogę się spóźnić jeden dzień, ale to naprawdę w wyjątkowych sytuacjach. Dziękuje tym co czytają i piszą miłe słowa, bo to wiele dla mnie znaczy. Jeśli czytasz, zostaw komentarz, to motywuje do dalszego pisania. Pozdro xoxo

piątek, 21 marca 2014

One.

KELSEY 

Stukając nerwowo paznokciami w ławkę, spoglądałam na zegarek. Jeszcze dziesięć minut,boże. Wypuściłam głęboko powietrze z ust i przeczesałam włosy. Czy tylko ja nie lubię matematyki? Znów spojrzałam na zegarek, nie wiem czemu ,bo nawet nie minęły dwie minuty. Nauczyciel gadał jakieś durne bzdury, których nie chciało mi się słuchać, bo tak czy tak będę mieć dobre oceny z matmy. W końcu musze, ostatnia klasa i wypadałoby zakończyć ją z dobrymi ocenami, a w dodatku nie mogę pozwolić sobie, że przyniosę wstyd moim rodzicom. Miałam akurat lekcje z Loganem, który cholernie mi się podobał i nie mogłam oderwać od niego wzroku. Pewnie wyglądałam idiotycznie, wpatrując się w niego jak w obrazek. Jak tak patrzyłam, to oberwałam czymś miękkim w głowę. Po odbiciu ode mnie wylądowało na podłodze. To była karteczka, daje stówę, że od Miley. Podniosłam ją i przeczytałam:

 " Przestań się na niego gapić, wyglądasz jak idiotka :*"

Obejrzałam się i zobaczyłam Miley, która szeroko się uśmiechała. Przewróciłam oczami i wzięłam do ręki długopis, żeby jej odpisać. Napisałam :

" Zamknij się, on jest cholernie seksowny"

Po czym rzuciłam, a karteczka odbiła się jej od czoła i upadła na ławkę. Zaśmiałam się, trochę głośniej niż miałam zamiar.Nauczyciel spojrzał na mnie zza swoich wielkich okularów.

- Jakiś problem panno Evans ?- spytał stanowczo, a mój uśmiech z twarzy zniknął.

- Nie, skądże.- powiedziałam i oparłam się o krzesło.

- No cóż, coś jednak panią rozbawiło- poprawił okulary i usiadł za biurkiem.

Otworzyłam buzię, żeby coś powiedzieć, ale zadzwonił dzwonek. Spakowałam się i wyszłam z klasy. Miley już na mnie czekała i głupio się uśmiechała. To wszystko jej wina. Jak wychodziłam, to boski Logan puścił mi oczko. Myślałam, że się rozpłynę, on jest niesamowity. Dziś mieliśmy dość krótkie lekcje i po ostatniej,męczącej matematyce, mogliśmy iść do domu. Razem z Miley i resztą naszych znajomych czyli Lily,Demi, Kate,Davidem, Jasonem i Codym, poszliśmy do skateparku. Rozsiadłam się z dziewczynami wygodnie na rampach i oglądałyśmy jak chłopaki jeżdżą na deskach.

- Jason jest seksowny- powiedziała, a raczej stwierdziła Miley.

- Hej, a ja to nie mogę wzdychać na widok Logana- powiedziałam z oburzeniem.

- Ty nie masz umiaru, patrzysz się na niego jak jakiś debil, słonko.

- ha ha ha- ironicznie się zaśmiałam i przewróciłam oczami.

- Tak w ogóle- Miley obróciła się do mnie i klasnęła w dłonie- Dziś jest impreza i zgadnij co

- I idziesz na nią ? Kurde, to było trudne, poproszę nobla.

- Lepiej ! - krzyknęła mi do ucha, a ja odsunęłam się.

- Co jest lepszego ?

- Idziemy na nią razem- uśmiechnęła się, pokazując szereg białych zębów.

- C-co ? - jęknęłam na myśl o tym, że będę musiała oszukać rodziców.

- Spokojnie Kelsey, pomogę ci, no proszę. - zawahałam się.

- Wiesz przecież, że nie mogę..

- Ależ możesz, dziewczyno. Masz już 17 lat, daj spokój. - dalej nie byłam pewna, ale to moja Miley. Gdyby prosił mnie ktoś inny, na pewno bym się nie zgodziła, teraz trochę się waham, ale żyje tylko raz.

- Dobra, co będę z tego miała ?

- Bardzo,bardzo dobrą zabawę.

Po tych słowach zeszłyśmy z rampy do chłopaków i pożegnałyśmy się. Jason mieszkał blisko mnie, więc szliśmy razem. Odprowadził mnie do domu, taki słodki chłopaczek. Weszłam do mieszkania i z każdym po kolei się przywitałam. Zjadłam obiad, poleniuchowałam trochę jak to lubię i poszłam na górę do swojego pokoju. Odrobiłam lekcje i pisałam z Demi na facebooku. Czas do imprezy strasznie szybko mi minął, aż sama nie wiedziałam kiedy i musiałam szybko się zbierać. Postawiłam na normalny, prosty strój. No i oczywiście mocny makijaż, żeby ukryć wszystkie niedoskonałości. Rodzicom powiedziałam, że będę się uczyć, a oni chyba to łyknęli. Około 21 mama przyszła do mnie, do pokoju , więc wbiegłam szybko do łazienki i odkręciłam wodę udając, że się kąpie. Powiedziała " dobranoc" i wyszła z pokoju. Ja zamknęłam drzwi na klucz i czekałam na moją przyjaciółkę. Po chwili usłyszałam ciche pukanie do okna, więc podeszłam i otworzyłam je.

- Hohohoo kto to taki seksowny ? - Miley puściła mi oczko i uśmiechnęła się.

- Przestań - szepnęłam i przewróciłam oczami- złaź zanim ktoś wejdzie.

Miley zeszła na dół w jakieś 10 sekund, no ja miałam z tym większy problem. Najpierw jedna noga, potem druga, o kurde jak wysoko, a moze wyjde drzwiami ? a nie jednak nie, bo się wyda. No to skacze, ale tu tak wysoko... wreszcie moja przyjaciółka straciła cierpliwość i zaczęła grozić, że jeśli nie zejdę w ciągu kilku sekund, to po mnie przyjdzie. A tego nie chciałam. Szybko zeskoczyłam i pobiegłyśmy do samochodu Miley. Od razu wsiadłyśmy i pojechałyśmy na imprezę, to znaczy tak mi się wydawało dopóki tam nie dojechałyśmy...

JUSTIN

Wstałem dziś bardzo wcześnie rano i od razu poszedłem pobiegać i poćwiczyć. Sport jest dla mnie czymś niesamowicie ważnym i być może dlatego wyglądam jak wyglądam. Nie ukrywajmy, wszystkie laski są moje. Miałem dziś ważny wyścig i musiałem być przygotowany, i fizycznie, i psychicznie.Poszedłem na plażę, trochę popływałem i w lekkim biegu udałem się do mojego trenera. Po kilku minutach byłem na miejscu.

- Cześć John - powiedziałem do wysokiego mężczyzny, który walczył w klatce, pokazując wszystkie swoje
umiejętności.

- Cześć Jay-odpowiedział entuzjastycznie-idź się przebierz i zaraz zaczynamy.

Tak jak poprosił, poszedłem do szatni, ubrałem luźne spodenki i ściągnąłem koszulkę. Założyłem moje czerwone rękawice i spojrzałem na ścianę. Odkąd tu trenuję, czyli jakieś 4 lata, ten napis tu jest.

" Nie ważne gdzie, nawet gdy będziesz sam, trzymaj gardę wysoko i po prostu walcz " *

To takie jakby moje motto. Święte słowa, które dają mi dużo do myślenia. Dzięki niemu wierzę, że jestem najlepszy i dam radę osiągnąć to co chcę. Chociaż kiedyś zostanę sam, wszyscy mnie zostawią. Nie poddam się i będę walczył. Walczył o swoje szczęście, chociaż nie wiem jeszcze jakie. Wróciłem do Johna i wszedłem do klatki. Skacząc z prawej nogi na lewą i wykonując uderzenia w powietrzu, zacząłem się rozgrzewać.

- Mike ! - krzyknął John- do klatki.

Po tych słowach ciemny brunet wszedł do klatki. Przybiliśmy sobie żółwika przed walką. Oddaliliśmy się od siebie na kilka metrów, a po chwili zbliżyliśmy zadając sobie mocne ciosy. Dużo oberwałem w klatkę piersiową i brzuch, ale tam bolało najmniej. Natomiast Mike obrywał najczęściej w twarz, lub nogi. Mike chciał zadać mi prosty, mocny cios, jednak złapałem jego rękę i przerzuciłem go przez bark. Przygniotłem do podłogi kolanem i biłem po klatce piersiowej. Następnie trójkąt, ale zdołał się uwolnić. Potem wymiana ciosów i już tylko mocny, prawy high kick**i koniec walki. Wygrałem i byłem z tego poniekąd dumny. Resztę dnia spędziłem trenując i doskonaląc swoje umiejętności. Dopiero tak pod wieczór wróciłem do domu. Wziąłem prysznic, ułożyłem włosy, zjadłem coś, przebrałem się i wyszedłem z domu do garażu.
Otworzyłem mój samochód i sprawdziłem czy wszystko w nim okej. Tak też było, więc wsiadłem i ruszyłem w miejsce gdzie miał odbyć się jeden z ważnych wyścigów. Po 15 minutach byłem na miejscu. Głośną muzykę i warkot samochodów słychać było na 3 km. Zaparkowałem i wysiadłem z samochodu. Zamknąłem go i podszedłem do moich kumpli, którzy stali z jakimiś dziewczynami, których nigdy wcześniej nie widziałem.

- Siema Jay-krzyknął Ryan.

- Cześć- skinąłem głową.

- Gotowy ? - poklepał mnie po ramieniu, a ja znów skinąłem głową. - Mało rozmowny jesteś..

- Po prostu staram się skupić Ryan.Idę przywitać się z resztą

- Trzymamy kciuki - krzyknął jeszcze zanim odszedłem

Szedłem w stronę mojego samochodu, aż zobaczyłem, że opiera się o niego jakaś dziewczyna. Miała dość zgrabne nogi, długie falowane włosy. Była seksownie ubrana przez co przygryzłem lekko wargę. Bawiła się telefonem i ciągle przykładała go do ucha i znów bawiła i tak w kółko. Po chwili gapienia się podszedłem do mojego samochodu.

- Opierasz się o najbardziej cudowny samochód na świecie, ryzykujesz dużo- powiedziałem uprzejmie. Dziewczyna szybko podniosła wzrok i już chciała odejść ale zatrzymałem ją.- spokojnie nie  gryzę, jestem Justin.

- Kelsey. - rzuciła sucho i znów oparła się o samochód, robiąc coś na telefonie.

- Możesz powiedzieć mi co robisz z tym telefonem od 10 minut ?

- Szukam mojej przyjaciółki, Miley. Przyszłam tu z nią, a teraz ją gdzieś zgubiłam. Nie znam się na tym, bo jestem tu pierwszy raz i przeraża mnie to wszystko, i boje się, że się zgubię, i to wszystko jest jakieś chujowe. - powiedziała na jednym tchu

- Oddychasz czasem ? - zaśmiałem się

- I to miało być śmieszne ? Kurde, Justin ja nie wiem jak wrócę do domu jeśli jej nie znajdę.

- Jesteś bardzo śmiała i pewna siebie, zapewne nie wiesz kim jestem.

- Kurde oświeć mnie- powiedziała patrząc na telefon.

- Mniejsza o to, chodź poszukamy twojej przyjaciółki.

Dziewczyna nie protestowała i szła obok mnie ciągle mi się przyglądając. Wcześniej ściągnąłem czapkę i wrzuciłem ją do samochodu, więc pewnie patrzyła na idealnie ułożone włosy. Nie żebym się chwalił. Chodziliśmy w kółko i w kółko, aż w końcu mi się znudziło. Poszliśmy do moich przyjaciół i jak się okazało laska, która stała obok Ryana, to była Miley. Ha, jestem taki pomocny. Chwile postaliśmy, ale już powoli wzywali uczestników na start, więc pożegnałem się ze znajomymi i poszedłem. Wygrany dostawał dwa tysiące zł , więc stawka była bardzo dobra i przydatna. Podjechałem moim samochodem na wyznaczone miejsce. Gdy tylko usłyszałem dźwięk strzału , wcisnąłem gaz, a adrenalina w moich żyłach podskoczyła niesamowicie. Pędziłem 250km/h zostawiając przeciwników w tyle, dwa okrążenia. Jakiś kilometr od mety wcisnąłem przycisk, który uruchamiał nitro. Wygrałem, tak jak założyłem. Po skończonym wyścigu zaparkowałem koło moich znajomych, a każdy z nich przybił mi piątki i złożył gratulacje. Potem trwała impreza i alkohol, i inne używki wchodziły w grę. Ja dziś odpuściłem, bo rano nie chciałem mieć kaca, tym bardziej że czekało mnie wstawanie wcześnie rano.

- Dobra ja spadam- pożegnałem się z kolegami charakterystycznym gestem "piątka, bark" i zobaczyłem, że Kelsey szepcze coś Miley na ucho.

- Justin cię odwiezie - powiedziała głośno Miley, a Kelsey kopnęła ją.

- Gdzie Justin odwiezie ? - zapytałem z uśmiechem.

- No bo , Kelsey chce już do domu, ale ja jeszcze nie jadę, więc skoro ty jedziesz to mógłbyś ją odwieźć

- Nie ma problemu, wsiadaj. - otworzyłem drzwi od strony pasażera. Widziałem w jej oczach przerażenie, pewnie przez ten wyścig, jak zobaczyła ile jeżdżę km/h. Przygryzła wargę i widziałem, że się waha, ale mimo to wsiadła do samochodu. Usiadłem po stronie kierowcy i zobaczyłem jak nerwowo zapina pasy.

- Hej spokojnie, wyluzuj. - złapałem ją za rękę- nie będziemy szybko jechać.

- Ja jestem wyluzowana- powiedziała pewnie.

- Dobrze- uśmiechnąłem się i odpaliłem samochód. Na początku jechałem wolno, bo droga była można powiedzieć nie nadająca się do szybkiej jazdy. Potem przyśpieszyłem.

- Gdzie mieszkasz ?

- Co ? - spytała zdezorientowana

- Pytam gdzie mieszkasz, bo nie wiem gdzie mam jechać- wyjaśniłem, a ona skinęła głową.

- Skręć tutaj - pokazała palcem, a ja tak jak poprosiła skręciłem i zaparkowałem samochód.

- Dzięki- uśmiechnęła się - jak mam się odwdzięczyć ?

Wziąłem czarny długopis, wziąłem rękę Kelsey i zapisałem jej mój numer i podpisałem się moim charakterystycznym podpisem.

- Zadzwoń jak się namyślisz- puściłem jej oczko, a na jej policzki wkradły się rumieńce.

- Okej, cześć Justin - powiedziała i wysiadła z samochodu. Chwile jeszcze patrzyłem jak wspina się i wchodzi przez okno, co było dla mnie śmieszne. Po skończonym przedstawieniu pt. " Kelsey próbuje być ninja", odpaliłem samochód i wróciłem do domu. Od razu rozebrałem się i rzuciłem na łóżko po dość ciężkim dniu...
__________________________________________________________________________
* słowa piosenki Zbuku-do końca
** to takie mocne kopnięcie

Jest pierwszy rozdział, mam nadzieje, że się podoba. Komentujcie, mówcie swoje przeżycia, wszelkie komentarze mile widziane. Rozdziały będą dodawane co 4 dni :)

sobota, 15 marca 2014

PROLOG

Ścigaliście się kiedyś? Czuliście jak adrenalina skacze w waszych żyłach ? Czuliście wolność bez ograniczeń i tą satysfakcje gdy zostawiliście swoich przeciwników w tyle ? Chcę wam to przybliżyć. Podejdźcie bliżej, jeszcze bliżej. Spójrzcie na mój świat. Wszystko co mam to adrenalina, pieniądze i niesamowite samochody. Wszystko dzieje się chwilą, a ty nigdy nie wiesz co się wydarzy. Mam wielki szacunek na mieście, jestem jednym z najlepszych. Jeszcze nikt od 2 lat nie pokonał Justina Biebera. Mam wszystko czego potrzebuje. Spotykam wiele dziewczyn, które niemal ślinią się na mój widok, ale co jeśli spotkam tą jedną, jedyną, niesamowitą ? Co jeśli ona zmieni moje nastawienie do życia ? Będę innym człowiekiem i pokocham coś bardziej niż samochody i własnego siebie ? Jestem Justin, ale mówią na mnie Jay, chce wreszcie zobaczyć coś bardziej szalonego niż ściganie się samochodami.


Jestem zwykłą,grzeczną i poukładaną dziewczyną,a moje życie jest przepełnione nudą. Chodzę do liceum i mam bardzo surowych rodziców, którzy za wiele mi nie pozwalają. Moja najlepsza przyjaciółka to Miley. Jest moim zupełnym przeciwieństwem i za to ją uwielbiam. Pewnej nocy uciekam po raz pierwszy z domu. Zabiera mnie na impreze , na której zmienia się moje życie.To nie jest zwykła impreza.Spotykam chłopaka,niestety on nie jest dla mnie. Arogancki, bezczelny, wulgarny, niebezpieczny. Moi rodzice by oszaleli na jego widok. Jednak coś mnie do niego ciągnie i jeszcze nie wiem co, ale co jeśli się w nim zakocham ? Moi rodzice to zaakceptują ? Ja zaakceptuje jego niebezpieczne życie ? Mam na imie Kelsey i chce wziąć swoje życie,w swoje ręcę. Nie chcę być wiecznie pilnowana. On mnie zmieni ? Pokaże mi co to szaleństwo? Dowiesz się tylko czytając: CrazyOverAll