niedziela, 25 maja 2014

Six

Obudziłem się po bodajże kilku godzinach. Ledwo podniosłem się, a gdy już to zrobiłem to rozjerzałem się dookoła. Chłopaki leżeli, a po dziewczynach nie było śladu. Podrapałem sie po głowie, która niesamowicie mnie bolała. Z resztą wszystko mnie bolało. Wstałem i podszedłem do Zayna, poklepałem go po buzi, a on otworzył oczy. Z resztą zrobiłem to samo i rozwiązałem ich. To było naprawdę coś dziwnego, dziwne uczucie. Nie wiedzieliśmy co mamy ze sobą zrobić w tym momencie. Co się właściwie stało ?

Po około 3 godzinach zadzwonił mój telefon, to był James. Przejechałem palcem po ekranie i odebrałem.

- Co ? – spytałem

- Justin mój chłopcze, ochłonąłeś już ?

- Spieprzaj- chciałem się rozłączyć, ale zdążył się wtrącić.

- Grzeczniej- warknął- myślę że dojdziemy do porozumienia, a ja wybaczę ci twoją nagłą utratę samokontroli. Przyjedź do mnie i pogadamy na spokojnie.

- Co z dziewczynami ? – oblizałem usta w niepewności.

- Spokojnie, są całe.

- Masz kurwa szczęście.

- To ty masz kurwa szczęście, bo mogło się skończyć inaczej-syknął przez zęby- nie zadzieraj ze mną Bieber, bo to ja rządzę tym miastem.- dodał po czym się rozłączył.


Rzuciłem wiązankę przekleństw po czym wsiadłem do mojego samochodu. Położyłem ręce na kierownicy i utkwiłem wzrok w jednym punkcie. Zastanawiałem się jak to wszystko będzie dalej wyglądać, przecież one nie mogą zostać sprzedane. Żywy handel ? To już kurwa przesada. Zacisnąłem mocniej dłonie na kierownicy . Czy one mi w ogóle kiedykolwiek wybaczą? Mam taką nadzieję, bo nie chciałem zrobić im krzywdy. Przekręciłem kluczyk w stacyjce i wyjechałem samochodem na ulice. Po 30 minutach jazdy wysiadłem z auta i udałem się do magazynu James’a.


Wszedłem do środka zatrzaskując za sobą drzwi , tak mocno aby wszyscy wiedzieli o moim przyjściu. Gdy to zrobiłem wszystkie oczy zwrócone były na mnie i o to właśnie mi chodziło. Zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu dziewczyn. Dostrzegłem Kelsey. Wyglądała koszmarnie i fizycznie, i psychicznie. Miała na sobie tylko bieliznę, jej włosy potargane przez wiatr opadały na ramiona. Rozmazany makijaż i słone łzy spływające po policzkach. Nie mogłem uwierzyć, że to ja doprowadziłem ją do takiego stanu. Zauważyłem kilka ran na jej nogach i ręce , z których sączyła się krew. Była przywiązana do fotela, tak że nie mogła się ruszyć. Spojrzała na mnie takim spojrzeniem, które zabijało mnie od środka. Przełknąłem głośno ślinę i podszedłem do James’a.

- Co zamierzasz ? – powiedziałem ostro i głośno uderzyłem dłońmi o jego biurko , opierając się o nie.

- Jak to co ? – uśmiechnął się szyderczo- zamierzam zarobić.

- To jest kurwa przesada.

- Co jest przesadą panie Bieber ?

- To do cholery! – pokazałem dłonią na dziewczyne – żywy handel ludźmi. Rozumiem narkotyki, nielegalne wyścigi, ale to ?! Przesadzasz i nadużywasz mojej cierpliwości-powiedziałem przez zaciśnięte zęby.

- A ty szczeniaku – wstał i uderzył dłońmi o biurko- wtrącasz się w nie swoje sprawy.

- Wypuść je.

- Po moim trupie – uśmiechnął się jeszcze do mnie ,po czym znów rozsiadł się wygodnie na swoim krześle.

- Da się załatwić- mruknąłem już sam do siebie.

Podszedłem do Kelsey i kucnąłem przy niej. Spojrzała na mnie, a po jej policzku spłynęła pojedyńcza łza, którą otarłem kciukiem.

- Nie zostawię was, wszystko będzie dobrze – szepnąłem i przytuliłem ją- wytrzymaj jeszcze chwile, przepraszam.

Nie odezwała się, jedynie skinęła delikatnie głową.
                                      *************

- Musi być kurwa jakieś wyjście- powiedział Mike siadając naprzeciwko mnie.

- No dokładnie – powtórzył Logan.

- Wiem chłopaki, ale to nie jest takie proste jak się wydaje. Trzeba znaleźć dobre rozwiązanie, bo inaczej wpakujemy się w jeszcze większe gówno niż dotychczas.

- Justin ma racje, nie możemy ryzykować, trzeba to mądrze rozegrać.

- Tylko kurwa jak, przecież on za każdym razem będzie o dwa kroki przed nami.

- Może nie dwa, a jeden, bo na najmądrzejszego nie wygląda.

- Tak ci się wydaje, jest bardziej przebiegły niż cokolwiek innego na tym pieprzonym świecie.

Naszą rozmowe przerwał dzwonek mojego telefonu, który leżał na stole. Wszyscy spojrzeliśmy w jego stronę, a ja podniosłem się i spojrzałem na ekran.

- To James- powiedziałem patrząc na chłopaków.

- Odbierz- powiedzieli w jednym czasie.

Przełączyłem na głośno mówiący i położyłem telefon z powrotem na stole.

-Halo ? – powiedziałem.

- Bieber, dzieciaku.- przewróciłem oczami- wieczorem przyjedź do mnie, mam dla ciebie robotę.

- Taa, to wszystko ?

- Chyba to by było na tyle. Około 20 chcę cię widzieć.

- Ta – rzuciłem jeszcze sucho i rozłączyłem się.

Wymieniliśmy się spojrzeniami, a między nami zapadła niezręczna cisza.

- Co on może chcieć od ciebie ? – spytał Ryan.

- Nie mam pojęcia, pewnie znowu jakaś brudna robota, której nie chce mu się samemu wykonywać lub zabrakło mu już ludzi.

- A może to coś związanego z dziewczynami ?

- Wątpię.

                                     ********

- No dalej ,wyłaź skurwielu –mówiłem praktycznie sam do siebie.

- Jesteś pewien, że to się uda ? Nie chcę żebyś kogoś zabijał. –powiedziała Kelsey, która cała się trzęsła.

- Nie ma innego wyjścia – odpowiedziała jej Miley i skrzyżowała ręce na piersi.

- Tak, nie mam innego wyjścia- dodałem.

- Chyba idzie.

- Nareszcie- wyrzuciłem ręce w powietrze z frustracji.

Schowałem broń w tylną kieszeń moich spodni i zakryłem ją bluzą. Wysiadłem z samochodu idąc w kierunku nieznajomego mi mężczyzny. Był sam, tak samo jak miejsce, w którym byliśmy było puste. Domek w środku lasu wyglądał jak z horroru. Słońce powoli zachodziło, więc ogarniał nas półmrok, jednak dokładnie mogłem się mu przyjrzeć. Nie wyglądał na miłego, a jego wyraz twarzy mówił zabije-każdego-kto-mi-się-nie-spodoba. W dodatku dochodzą do tego tatuaże, które pokrywały całe jego ręce i szyję. Co najbardziej przykuło moją uwagę, to były ślady poparzenia na połowie twarzy. Dopiero teraz zrozumiałem po co mu są dziewczyny. Był łysy i o głowę ode mnie niższy, co wyglądało śmiesznie. Nie bałem się go, może i wyglądał groźnie, ale fakt, że byliśmy tu sami sprawiał, że to ja byłem górą.

- Gdzie one są? – rzucił oschle spoglądając za mnie.

- Tak, cześć. – uśmiechnąłem się- są w samochodzie- dodałem jakby to było logiczne, ale sądząc po jego małej głowie, to rodzice nie obdarzyli go dużym mózgiem(o ile w ogóle go ma).

- Pokaż mi je.

Podszedłem do samochodu i otworzyłem drzwi. Dziewczyny spojrzały na mnie jednocześnie, a ja tak jak zaplanowaliśmy- złapałem Kelsey ostro za rękę i wyciągnąłem ją z samochodu. Pchnąłem lekko w kierunku mężczyzny i to samo zrobiłem z Miley. Chłopak podszedł i obejrzał je dokładnie. Klepnął Kelsey w tyłek i w tym momencie chciałem go zabić, ale wiedziałem, że to jeszcze nie ten moment. Dziewczyna zacisnęła powieki i przygryzła wargę, jak sądzę chciała mu oddać w mordę, ale się powstrzymała.

- Gdzie są pieniądze? – spytałem.

- Hm ? – mruknął wciąż patrząc Kelsey w cycki.

- Powiedziałem, gdzie są pieniądze? – rzuciłem już trochę ostrzej.

- Aaa no tak, tak- machnął ręką i poszedł do domku, po chwili wyszedł z niego z teczką.

Otworzył mi ją przed oczami, a mi ukazały się okrągłe dwa miliony dolarów. Oczy mi się zaświeciły, a on zamknął teczkę i mi ją wręczył.

- Będę częściej robić z wami interesy- powiedział z uśmiechem i odszedł do dziewczyn.

Wsadziłem szybko teczkę do samochodu i mrugnąłem światłami dając dziewczynom sygnał. W tej oto chwili Miley kopnęła go z tyłu w zgięcie nogi, a on upadł. Kelsey poprawiła dając mu w twarz i zaczęły uciekać. Ja przyłożyłem mu pistolet do głowy.

- Nie, proszę nie zabijaj mnie!

- Dlaczego ? Nie mam pewności czy nie pójdziesz do mojego szefa.

- Błagam, nie zabijaj mnie.

Nie posłuchałem. Nie oszczędzę życia komuś, kto próbował zniszczyć życie dwóm zwykłym dziewczynom. Pociągnąłem za spust i w tej samej chwili rozległ się strzał. Po kilku sekundach zaczęła sączyć się krew.
Zadzwoniłem do chłopaków i podałem im dokładne miejsce, aby przyjechali i zabrali stąd ciało. Dobrze mieć takich kumpli. Wróciłem do samochodu i usiadłem na miejscu kierowcy. Odwróciłem się na tylne siedzenie i spojrzałem na dziewczyny.

- Nareszcie mam to już za sobą.

- Teraz będzie tylko lepiej- uśmiechnąłem się i odpaliłem samochód wyjeżdżając na ulicę.
_____________________________________________________________________________


Przepraszam, że tak ciągle przerwy między rozdziałami, ale każdy kto pisze bloga na pewno rozumie. Często brakuje czasu + pisałem testy także naprawdę ciężko, ale myślę że zostaniecie !


1 komentarz: