wtorek, 25 marca 2014

Two.

KELSEY

Rano obudziłam się z jakimś dziwnym uczuciem. Nie piłam dużo, ale mimo to dziwnie się czułam. Przeciągnęłam się na łóżku i spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 12:05. Otworzyłam szerzej oczy upewniając się, że spałam tak długo i szybko wstałam. Ogarnęłam się w miarę możliwości, przebrałam i zeszłam na dół jak gdyby nic. Mama czytała jakąś gazetę, taty nie było, a moi bracia gdzieś wyszli.

- Cześć mamo- przywitałam się, siadając obok niej.

- O nareszcie wstałaś- spojrzała na mnie zza okularów, chyba się domyślała...- długo spałaś, dobrze się czujesz ?

- Tak, wszystko w porządku, po prostu .. długo się uczyłam. - boże, jak ja kłamie.

- No dobrze. Wiesz co? - mama wstała i podeszła do okna- zaszła tu jakaś dziwna sytuacja.

- To znaczy ? - stanęłam obok niej i zobaczyłam podeptane kwiatki i rozwaloną ławkę.

- No nie wiem co tu się stało, ale trzeba to posprzątać zajmij się tym proszę- przygryzłam wargę na wspomnienie wczorajszej nocy. Stanęłam na ławkę, która się złamała i spadając z niej upadłam na kwiatki, które również się zgniotły pod moim ciężarem. Dobrze, że nic nie podejrzewa.

- Dobrze mamo, już idę. - uśmiechnęłam się i wyszłam na dwór. Wzięłam się za ratowanie biednych roślin. Te, które umarły całkowicie[*] , wykopałam z ziemi i wyrzuciłam do worka. Te, które przetrwały podlałam, powyrywałam też chwasty i posprzątałam ławkę. Zabrałam  wszystko ze sobą, żeby wyrzucić do kosza. Słońce bardzo, bardzo mocno grzało, więc trochę się zmęczyłam, ale nie narzekam. Lubię jak jest ciepło, ponieważ nie znoszę zimy. Wyrzuciłam wszystko, posprzątałam i wróciłam do domu. Przez resztę dnia, jadłam lody i oglądałam dramaty. Tak, to kocham. Dopiero tak po godzinie 16:00 zadzwoniła do mnie Miley. Umówiłyśmy się w parku, żeby pogadać. Zwlokłam się z kanapy i odstawiłam lody. Przebrałam się, znowu. Czemu ja się ciągle przebieram? Wyszłam z domu i po 5 minutach byłam w ustalonym miejscu. Miley już na mnie czekała i szeroko się uśmiechała. To było dziwne. Usiadłam obok niej na ławce

- Co się tak cieszysz ? - zmarszczyłam brwi

- A nic, nic - przeniosła wzrok przed siebie, dalej się uśmiechając.

- Jesteś dziwna- machnęłam ręką i oparłam się o oparcie ławki.

- Ej co ty masz na ręce? - złapała moją rękę i spojrzała na nią, a potem na mnie. Kurde, zapomniałam o tym, że Justin(?) chyba Justin, zapisał mi swój numer. Nie chciało mi się do niego dzwonić, bo nie był w moim typie.

- Nic - wyrwałam rękę- to tylko numer.

- No widzę- przewróciła oczami-ale czyj numer ?

- Pamiętasz chłopaka, który mnie odwoził ?- Miley skinęła głową- no to jego numer.

- Nie gadaj, że zapisał ci swój numer ! - otworzyła buzię, a po chwili ją zamknęła.

- No tak, a co w tym dziwnego ?

- No nic. Wiesz co to oznacza ?

- Nie zadawaj mi trudnych pytań- przewróciłam oczami.

- To, że mu się spodobałaś ! - pisnęła mi prosto do ucha, jak zwykle.

- Ciszej, błagam ciszej. On nie jest w moim typie. - wzruszyłam ramionami jakby to było oczywiste.

- Jesteś okropna.

- Co ? Dlaczego ?

- Jak nie może ci się on podobać? JAK ?! - krzyknęła, a ja ponownie ją uciszyłam. Jak można być tak głośnym człowiekiem?

- Normalnie, proszę cię nie ciągnijmy tego tematu. On po prostu nie jest w moim typie, zrozum.

- Matko boska... - Miley westchnęła.

Reszta rozmowy była o chłopaku, którego poznała Miley, o obgadywaniu i plotkowaniu. No typowe babskie sprawy. Przyjaciółka odprowadziła mnie do domu, bo nie lubię sama wracać.

- Jestem ! - krzyknęłam w progu zamykając drzwi, ale nie usłyszałam odpowiedzi.

Bracia grali w gry na konsoli, mama robiła kolacje, tata pracował przy laptopie. Standard. Weszłam do swojego pokoju i włączyłam mojego laptopa. Facebook, twitter, instagram itp. Dość dużo ludzi dziś szło na jakąś imprezę urodzinową Ashley. Nie znam żadnej Ashley. Potrząsnęłam głową i zabrałam się za czytanie książki. Krwawy dramat z odrobinką miłości, na samotne wieczory, które przypominają mi jak cholernie samotna jestem. Super. W trakcie czytania zasnęłam i odpłynęłam w głęboki sen.

Z mojego snu wybudziło mnie ciche stukanie w okno. Na początku wystraszyłam się, ale podeszłam do okna po cichu i otworzyłam je. Spojrzałam w dół i zobaczyłam bruneta z idealnie ułożonymi włosami i z idealnym uśmiechem przyklejonym do ust. Chyba miał satysfakcje, że wreszcie mnie obudził.

- Justin co ty tu robisz ?! - krzyknęłam szeptem

- Zabieram cię na imprezę- uśmiechnął się, a ja złapałam się za głowę...


JUSTIN

Obudziłem się bardzo wcześnie rano. Miałem dziś dużo pracy  i od razu wstałem. Ubrałem się, zjadłem szybko śniadanie i wybiegłem z domu. Otworzyłem garaż, potem samochód i wyjechałem nim na ulice. Po chwili na pełnym gazie odjechałem. Po 20 minutach jazdy zaparkowałem koło baru i wszedłem do środka. Od razu zauważyłem szczupłą blondynkę, która obsługiwała klientów. Uśmiechnąłem się na widok mojej siostry i podszedłem do niej.

- Czy mogę przyjąć zamówienie ? - powiedziała nie patrząc na mnie.

- Tak, poproszę shake waniliowego, dużego.

Dziewczyna dalej na mnie nie spojrzała tylko zabrała się za robienie shake'a. Podała mi go, a potem słomkę i dopiero wtedy spojrzała na mnie, na jej usta od razu wkradł się uśmiech.

- Juuuuustin!- przeciągnęła i przytuliła mnie w miarę możliwości- co ty tutaj robisz ?

- Już nie można odwiedzić cudownej siostry ? - zaśmiałem się.

- Można, oczywiście - uśmiech nie schodził jej z twarzy. Jazmyn była taką słodką dziewczyną, jeszcze kiedyś małą, a teraz już dorosła kobieta.

- Posłuchaj- odstawiłem shake'a i sięgnąłem do kieszeni wyciągając białą kopertę- tutaj masz pieniądze na kolejny tydzień dobrze ?

- Justin.. prosiłam cię o coś, chcę być samodzielna- oddała mi kopertę.

- Zwrotów nie przyjmuje- pocałowałem ją w policzek i ruszyłem do wyjścia zabierając shake'a.

- Okropny ! bardzo okropny ! - usłyszałem jeszcze zanim wyszedłem i uśmiechnąłem się sam do siebie.

Kolejne godziny spędziłem na załatwieniu spraw związanych z mieszkaniem, samochodem itp. Około godziny 12 zjawiłem się w pracy. Przebrałem w ubranie robocze i zabrałem się za naprawianie samochodów, motocykli. Na początek zabrałem się za świeżo przywiezione Audi r8. Przejechałem ręką po masce i otworzyłem ją. Spojrzałem w głąb, poruszałem moimi rączkami i bum. Auto zapaliło. Haha, ma się te moce.

- Czy będzie już działać ? - seksowna blondynka spojrzała na mnie, a ja skinąłem głową.

- Niech pani wsiądzie i odpali samochód.

Tak też zrobiła, a samochód nie protestował i zaczął działać. Blondynka podziękowała i odjechała. Dziewczyny są takie nieporadne. Od razu pomyślałem o Kelsey, też jest taka jakby nieporadna. Nawet wejść przez okno nie potrafi. Gdy skończyłem pracę, wróciłem do domu. Dostałem kilka sms z zaproszeniem na imprezę urodzinową jakiejś Ashley. Pomyślałem , że darmowy alkohol, dobra zabawa by mi się przydała. Wykąpałem się, przebrałem i wsiadłem do samochodu. Przez chwilę próbowałem sobie przypomnieć adres Kelsey aż wreszcie wpadł mi do głowy. Zaparkowałem w bezpiecznej odległości od jej domu i powoli zbliżyłem się do okna, które miało należeć do Kelsey. Rzucałem kamykami, głośno szeptałem, ale nie dostałem odpowiedzi. Pewnie spała, czy coś. Już chciałem się poddać i rzuciłem ostatnim kamykiem zrezygnowany aż wreszcie zobaczyłem jak wychyla się zza okna i uśmiechnąłem się.

- Justin co ty tu robisz ?! - krzyknęła szeptem.

- Zabieram cię na impreze.- uśmiechnąłem się.

Wszedłem oknem do pokoju Kelsey i usiadłem na łóżku. Czekałem z jakieś 30 minut aż skończy się szykować i wreszcie zobaczyłem coś czego się nie spodziewałem. Jak to możliwe, że ta sama osoba w dzień zmienia się w nocy , w inną osobę ? Przed 30 minutami widziałem słodką, nieporadną dziewczynę, bardzo grzeczną, a teraz widzę seksowną, pociągającą kobietę. JAK?! potrząsnąłem głową, gdy Kelsey popstrykała mi palcami przed nosem.

- Ładnie wyglądasz- uśmiechnąłem się zadziornie, a ona przewróciła oczami.

Wyszliśmy przez okno, oczywiście Kelsey miała z tym wielki, wielki problem. Wsiedliśmy do samochodu,a ja go odpaliłem. Odziwo nie zaczęła nerwowo zapinać pasów.

- Zapnij te pasy, szykuje się niezła jazda- powiedziałem patrząc przed siebie z wielkim uśmiechem na ustach.

______________________________________________________________

2 rozdział, tak jak obiecałem są co 4 dni, wieczorami :) Czasem mogę się spóźnić jeden dzień, ale to naprawdę w wyjątkowych sytuacjach. Dziękuje tym co czytają i piszą miłe słowa, bo to wiele dla mnie znaczy. Jeśli czytasz, zostaw komentarz, to motywuje do dalszego pisania. Pozdro xoxo

3 komentarze:

  1. To jest zajebiste Ja czekam na kolejny i już nie mogę się doczekać nastęonego

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejciu boski rozdział! Szkoda że tamtego już nie ma...Ale ten też jest tak samo zajebisty jak pierwszy! Czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń