KELSEY
Dźwięk budzika drażnił moje uszy, musiałam wstać, żeby wyłączyć tą irytującą melodie. Leniwie przeciągnęłam się na łóżku i wyłączyłam budzik. W łazience doprowadziłam się do porządku. Nie wyglądałam źle, jednak nie miałam zbytnio ochoty ani siły, żeby jakoś nie wiadomo jak się stroić. Spakowałam wszystkie potrzebne mi rzeczy do torebki i zeszłam po schodach do mojej rodziny. Ten dom tętni życiem od świtu. Położyłam torbę na ziemi i usiadłam przy stole wpatrując się w mojego ojca. Czytał gazetę, ale nawet na mnie nie spojrzał. Było mi poniekąd przykro, że całe dzieciństwo praktycznie nie miałam ojca, ale przyzwyczaiłam się właściwie. Nie pytając o nic, spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 7:50. Przeklnęłam pod nosem i pożegnałam się z rodziną. Założyłam buty i chwytając torbę, wybiegłam z domu. W szybkim tempie znalazłam się w mojej szkole. Wyjęłam odpowiednie książki z szafki i chciałam się odwrócić, ale ktoś zasłonił mi oczy.
- Dzień dobry
- Dzień dobry Logan - powiedziałam uwalniając się.
- Jak się dziś masz ? - spytał z uśmiechem
- Całkiem dobrze - odpowiedziałam zamykając szafkę.
Ruszyłam przed siebie, a Logan za mną. Naprawdę nie wiem co sprawiło, że po tylu latach moich zalotów dopiero teraz zdecydował się ze mną pogadać. Nigdy nie dał mi nawet ziarenka nadziei, że mnie lubi czy coś. Po prostu nasze relacje wyglądały mniej więcej tak, że powiedzieliśmy sobie " cześć" i każde szło w swoją stronę. Wydało mi się to naprawdę podejrzane. Po drodze do klasy natknęliśmy się na Miley, która wydawała dziwne odgłosy zachwytu i robiła różnego rodzaju miny. Zażenowana pożegnałam się z Loganem i podeszłam do mojej przyjaciółki.
- Wyglądałaś jak dałn - powiedziałam bez chwili zawahania.
- Ty i Logan, o boże, bylibyście taką ładną parą.
- Wiem to - przygryzłam wargę- ale nie będziemy, on jest inny niż myślałam.
- Nie nadążam - podniosła ręce w geście obronnym.
- Ja po prostu zmieniłam zdanie. Jestem jakaś dziwna od kilku dni, to wszystko przez tą impreze.
- To przez Justina. - zaśmiała się, ale to akurat nie było zbytnio zabawne.
- Czy wszystko musi kręcić się wokół niego ? Ja go nawet nie znam.
- Ja go znam. I pierwszy raz to powiem, ale słuchaj- przybliżyła się do mnie i spojrzała mi w oczy aż się przeraziłam- wszystko fajnie, przystojny, urodziwy chłopak, ale nie dla ciebie.
- Co ? - wytrzeszczyłam oczy - nawet nie myślałam nigdy, że ja... ja i on ? - gorzko się zaśmiałam.
- Widzę jak na ciebie patrzy, a jak ty na niego. Nie kłam, bo znam cię już dość długo by wiedzieć kiedy jakiś chłopak zawróci ci w głowie.
- Ale ja naprawdę- starałam się bronić- nie chciałabym z nim być.
Miley odetchnęła z ulgą. Chciałam spytać ją pod jakim względem Justin " nie jest dla mnie ", ale zadzwonił dzwonek na lekcje.
Czas jakby się zatrzymał, tak jakby stał w miejscu, ale ludzie dalej poruszali się. Tak jakby ciągle była ta sama godzina. Niesamowite jak czas potrafi lecieć i jak potrafi zwolnić. Po skończonych lekcjach poszłam z Miley na zakupy.
JUSTIN
Wstałem dziś bardzo późno, wierzcie lub nie , ale w samo południe. Może i bym spał dłużej gdyby nie to, że zostałem wezwany do pracy. Nie mówię tu o warsztacie, tylko brudna robota. Usiadłem na łóżku i przeczesałem włosy. Moje życie było beznadziejne, ale nic nie mogłem na to poradzić. Ubrałem się i umyłem twarz wodą. Wyszedłem z domu do garażu i wyjechałem z niego moim samochodem. Po chwili byłem już u mojego szefa, którego szczerze nienawidziłem.
- Co się stało, że tak nagle mnie wezwałeś ?
- Mamy nowy interes i wypadłoby cię wtajemniczyć w nową robotę, synku- nienawidziłem gdy mówił do mnie " synku".
- To znaczy jaką ?
- Usiądź sobie i rozgość się- powiedział zaciągając się papierosem.
Zrobiłem tak jak mi kazał , wbiłem wzrok w niego i zacząłem wiercić dziurę. Skurwiel był odporny.
- Justin, chłopcze oboje wiemy, że masz dar do kobiet- nie rozumiałem do czego zmierzał, ale słuchałem dalej jego wypowiedzi- w końcu możesz się wykazać.
- W jaki sposób ? - oblizałem wargi w niepewności
- Mamy zlecenie. Pewien mój dobry znajomy zażyczył sobie dwóch dziewczyn od nas. Zapłaci duża sumkę pieniędzy za te laleczki dlatego nie odmówiłem mu.
- Co ja mam z tym wspólnego do chuja ?
- Po co te nerwy ? przejdźmy do rzeczy. Będziesz nadzorował porwanie, a potem dostarczysz je tam gdzie trzeba i odbierzesz pieniądze.
- Porwanie? Ile ?
- Dwa miliony dolarów, chyba jest to warte twojej uwagi ?
- Nie będę nikogo porywał- wstałem i skierowałem się do wyjścia, ale dwóch goryli zablokowało mi drogę. Wykręcili mi ręcę i odwrócili w stronę James'a , bo tak nazywa się mój szef. Podszedł do mnie i poklepał mnie lekko po twarzy.
- Zrobisz co ci każę,a wiesz dlaczego ? bo jesteś moją własnością i w jednej chwili mogę cię zniszczyć- po tych słowach uderzył mnie z całej swojej pierdolonej siły, otwartą dłonią w policzek. Syknąłem z bólu i starałem się wyrwać tym gorylom z uścisku, ale trzymali mnie zbyt mocno.
- Dobra zrobię to, ale niech oni mnie puszczą.
- Puśćcie go - rozkazał, a ja po chwili poczułem ogromną ulgę, jeszcze chwila i połamaliby mi obie ręce.
- Kiedy to wszystko ma się dziać ?
- Jeszcze dokładnie nie wiemy, ale myślę,że dziś będzie już wiadomo, które dziewczyny będą skazane na sprzedanie za granicą.
Czułem do siebie wstręt. Nigdy bym nie chciał,żeby coś takiego zdarzyło się mi, ale przecież ja dbam tylko o własną dupę. Wyszedłem z biura James'a i udałem się do domu. Resztę dnia spędziłem czekając na telefon od Zayna. Nie mogłem wysiedzieć na dupie i ciągle chodziłem w kółko aż postanowiłem wziąć prysznic. Gdy z niego wyszedłem, ubrałem się, a mój telefon zaczął dzwonić. To był mój długo wyczekiwany telefon.
- Mamy je. - usłyszałem po drugiej stronie.
- Jak to macie ?
- Obserwujemy je. Facet spośród wszystkich dziewczyn, wybrał akurat je. Jutro będzie wiadomo gdzie musimy je zawieźć, ale teraz trzeba dowiedzieć się o nich jak najwięcej i znaleźć odpowiedni moment.
- Dobra, czekam na kolejne informacje- rozłączyłem się.
Nie wiem dlaczego się na to zgodziłem.. ah no tak, nie mam wyjścia. Ciągle usprawiedliwiam się tym, że nie mam wyjścia, ale powinienem się postawić. Te dziewczyny nie zasłużyły by być zabawkami jakiegoś alfonsa. Co gorsza będą porwane i już prawdopodobnie nigdy nie wrócą do domu. Załatwię im totalnie zjebane życie dla jakichś pieprzonych 2 milionów dolarów. Żadne pieniądze nie są tego warte. Będę się smażył w piekle i totalnie na to zasługuje, ale jak najdalej od James'a.
Pod wieczór Zayn znów zadzwonił informując mnie, że lepsza okazja od tej już nigdy się nie przytrafi. Nie byłem psychicznie gotów na to, ale musiałem to zrobić. Miałem informacje o nich, czytając je tak jakby obijały mi się o uszy ich imiona , ale wydawało mi się to złudzeniem.
Imię i nazwisko : Kelsey Evans
Lat: 17
Kolor włosów: Brązowe
Kolor oczu: Brązowe
Cechy charakterystyczne: Blizna na brzuchu
Imię i nazwisko: Miley Cyrus
Lat : 17
Kolor włosów: Brązowe
Kolor oczu : Zielone
Cechy charakterystyczne : Tatuaż na lewym nadgarstku, kolczyk w wardze.
To wszystko wydawało mi się jakoś dziwnie znajome, a imię Kelsey odbijało się w mojej głowie. Skąd ja znam tą dziewczynę ? Dopiero wtedy przypomniałem sobie o ostatniej imprezie, ale wykluczyłem ją, bo nie zgadzał mi się wiek, a nie miałem pojęcia jak miała na nazwisko.
Dziewczyny były w bogatej dzielnicy, w wielkim domu, całkiem same. To była idealna okazja do uprowadzenia ich bez większego wysiłku. Pojechałem w wyznaczone miejsce i zaparkowałem trochę dalej od domu,w którym przebywały. Poszedłem do busa, którym miały zostać przewiezione do swojego " właściciela". One nie były niczego świadome. Cieszą się życiem nie wiedząc, że za niedługo stracą je na zawsze. Wszedłem do środka i przywitałem się z chłopakami.
- Jaki mamy plan ? - spytał Zayn.
- Jak to kurwa jaki ? Musimy tam wejść. Chodźcie.
Wyszliśmy z busa i przeskoczyliśmy przez ogrodzenie. Kazałem chłopakom spojrzeć przez okno co robią, a ja zabrałem się za drzwi. Po mistrzowsku otworzyłem je i wszedłem do środka, a oni za mną. Mieliśmy przy sobie sznury i taśmę. Podłoga skrzypiała pod naszym ciężarem, a one chyba to usłyszały.
- Słyszałaś to ? - spytała jedna drugą
- Tak, boje się- odpowiedziała, a moje sumienie znów ugryzło mnie w dupę.
Usłyszałem kroki, gdy była wystarczająco blisko złapałem ją za rękę i wykręciłem. Zaczęła krzyczeć, ale zatkałem jej buzię. Przy pomocy Zayna związałem ją i zakleiłem jej usta taśmą. Jej koleżanka zdążyła nam uciec, ale nie daleko. W całym domu było strasznie ciemno. Dziewczyna zaczęła uciekać i krzyczeć ile sił, ale złapałem ją za rękę i zamknąłem buzię.
- Jak nie będziesz krzyczeć, to będę miły - powiedziałem, a ona ugryzła moją dłoń. Odruchowo puściłem ją, ale za chwilę znów złapałem i tym razem nie zdołała się uwolnić. Przerzuciłem ją przez bark i zaniosłem do samochodu. Tak szybko jak to było możliwe. Zamknąłem za sobą drzwi i zakryłem wszelkie ślady uprowadzenia. Odjechaliśmy z piskiem opon do starego magazynu, w którym jak na razie musiały zostać...
____________________________________________________________
Chwilowe zachwiania były, ale już jestem! I opowiadanie będzie trwało.
Komentujcie !
O matko to przykre :( fajne ze wrociles :)
OdpowiedzUsuńNie spodziewałam się takiej akcji!!! Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału <3
OdpowiedzUsuń